Zrozumieć policyjny RADAR i LIDAR. Kontrowersje które książka rozwiąże.

Sprzedaz_2

Dla tych którzy jeszcze tego nie widzieli, podręcznik szkoleniowy amerykańskiej policji dotyczący radarów i lidarów jest już w sprzedaży.

Kliknij aby zamówić: „Zrozumieć policyjny RADAR i LIDAR. Podręcznik amerykańskiej drogówki.”

Początkowo zamierzałem napisać długie wprowadzenie do książki i umieścić je w książce aby pokazać jej wartość w Polsce. Zrezygnowałem z tego, częściowo dlatego, że autor był temu niechętny. W sumie racja – nie powinniśmy mieszać jednego z drugim. W związku z tym, to co wtedy napisałem i co wyjaśnia dlaczego książka jest absolutnie niezbędna w Polsce wyjaśnię każdemu tutaj.

Wprowadzenie do polskiego wydania

Postanowiłem przetłumaczyć i dążyć do wydania niniejszej książki w języku polskim bo uważam, że w związku z tym co dzieje się w Polsce jest to absolutnie, niezbędnie konieczne. Mamy najbardziej niebezpieczne drogi w Europie, wydajemy ciężkie pieniądze na sprzęt dla policji, a sytuacja zupełnie się nie poprawia. Powodem tego jest to, że przeważająca większość kierowców uważa policję drogową za wroga, utrudnia ich pracę jak tylko może, informując innych kierowców o wszelkich działaniach policji, poprzez CB radio i aplikacje telefoniczne. Takie rzeczy dzieją się też w innych krajach, ale nie do tego stopnia, że niemal każdy kierowca w tym uczestniczy.

Jak do tego doszło nie powinno być żadnym sekretem. Budżetowano wpływy z mandatów, wymagano od policjantów specyficznych osiągów dla budżetu, co sprawiło że policja stała się bardziej poborcą podatkowym a nie służbą dbającą o bezpieczeństwo na drodze. To doprowadziło do tego, że osobnicy którzy celowo chcą łamać prawo zawsze pierwsi korzystają z pomocy innych kierowców i nigdy nie są karani za masowe zagrożenia na drodze które powodują.

Próbowano to zmienić ale nic z tego nie wyszło. Powodem jest to, że w związku z niekompetencją Głównego Urzędu Miar i szkoleniowców policji, policja w Polsce zupełnie nie potrafi używać urządzeń do pomiaru prędkości. Stosowane metody to kompletna groteska i kpina z zasad sztuki co jest jasne dla każdej osoby faktycznie obeznanej z tymi urządzeniami. W związku z brakiem właściwego szkolenia, nawet kompletnie uczciwi operatorzy często dokonują kompletnie błędne pomiary. Nasza policja nie potrafi karać tych co faktycznie stwarzają zagrożenie na drodze. Wlepiają jednak wiele masowych mandatów po to aby zebrać budżetowaną sumę mandatów.

Kierowcy którzy próbują się bronić w sądzie muszą ryzykować i często płacić kary kilkanaście razy większe od mandatu, w postaci kosztów sądowych i opłat za biegłych, którzy podobnie jak nasi regulatorzy są kompletnie niekompetentni i w większości wypadków zeznają to, czego biurokraci od nich oczekują. To doprowadziło do tego, że sądy przestały być miejscem gdzie kierowca może domagać się sprawiedliwości. Wojna partyzancka na drogach kierowców przeciwko policji w ten sposób stała się jedynym skutecznym sposobem obrony kierowców i nie należy się dziwić że to robią. Zupełnie niewybaczalne jest że w tym procederze uczestniczą, bo muszą, kierowcy zawodowi, pomimo tego że na końcu tej gry są często jej ofiarami, ginąc masowo na drogach.

Każda rozsądna osoba powinna dążyć do tego aby te problemy były rozwiązane w sądzie a nie na drodze. Właśnie temu ma służyć niniejsza książka, tak jak i zawiadomienia w prokuraturze dotyczące podejrzeń przestępstw popełnionych przez urzędników Głównego Urzędu Miar przy wprowadzaniu do użytku urządzeń dla policji, które osobiście złożyłem. Nie zamierzam sabotować pracy policji tylko dlatego że sam byłem ofiarą niesprawiedliwych mandatów. Chcę aby można było takie problemy rozwiązać na drodze sądowej, cywilizowanymi sposobami.

Ludzie którzy masowo giną na drogach z powodu tej patologii powinni być ważniejsi od biurokratów którzy są za to odpowiedzialni, ale nadal nie są, bo głównym celem sądów w Polsce wydaje się być obrona skorumpowanych i niekompetentnych biurokratów przed odpowiedzialnością za ich niebosiężną głupotę czy przestępstwa. Chcę, aby ta książka stała się narzędziem naprawienia tej patologi, dla policjantów drogówki i dla kierowców. Ta książka się idealnie się do tego nadaje i postaram się to krótko wytłumaczyć.

Dlaczego ta książka?

Autor tej książki służył jako policjant drogówki w USA przez ponad 30 lat. Teraz prowadzi wymagane przez prawo w USA szkolenia dookoła całych Stanów Zjednoczonych. Szkoli szkoleniowców którzy potem uczą innych policjantów. W tym celu napisał niniejszą książkę. Jest to podręcznik dla amerykańskiej drogówki, który policjanci muszą opanować, podręcznik kandydata na operatora urządzeń do pomiaru prędkości, z którego muszą zdać dość szczegółowy egzamin zanim mogą zgodnie z prawem generować dowody naruszenia prawa.
Przed pojawieniem się tej książki, policja używała materiały szkoleniowe opracowane w tym celu przez ich regulatorów, (National Highway Traffic Safety Administration – Narodowa Administracja Bezpieczeństwa Transportu Drogowego). Te materiały nie były jednak najlepsze, niepotrzebnie mieszały wymagania dla policjantów i serwisantów, nie wyjaśniały wystarczająco jasno krytycznych rzeczy. To wywołało konieczność niniejszej i podobnych książek. W związku z ich pojawieniem się, amerykańscy regulatorzy już nie produkują aktualnych materiałów szkoleniowych, tylko wymagania jakie te materiały muszą spełniać. Niniejsza książka w całości spełnia te wymagania i jako taka jest niejako oficjalnym podręcznikiem amerykańskiej drogówki. Korzystają z niej nie tylko policjanci ale także sędziowie amerykańscy rozpatrujący wykroczenia drogowe, prawnicy i biegli sądowi. Zalecają ją także amerykańscy producenci urządzeń do pomiarów prędkości.

Mówiąc krótko, wybrałem tą książkę bo jest absolutnie najlepsza. Szczególnie cenię w niej to, że w prostych słowach tłumaczy wszystkie niezbędne zagadnienia. To jest rzadka sztuka, którą trudno osiągnąć np. inżynierom żyjącym w ich własnym, specyficznym świecie. Są inne książki na ten temat i je też przeczytałem. Jedna z nich np. nadaje się bardziej na encyklopedię wiedzy technicznej dla biegłych a nie na materiał szkoleniowy dla policji czy sądów. Też może być przydatna w Polsce, ale lekturę zagadnienia absolutnie należy zacząć od niniejszej książki.

Czy ta książka ma zastosowanie w Polsce?

Absolutnie. Książka zajmuje się w większości zasadami sztuki pomiarów, wynikającymi z fizyki i matematyki, a nie zasad prawa które czasami są inne w różnych krajach. Fizyka i matematyka jest wszędzie taka sama. Wiedza zawarta w tej książce nie została wyssana z palca ale jest rezultatem żmudnych, bardzo drogich badań, testów i doświadczeń drogówki w USA. Skoro nikt takich testów w Polsce nie wykonał, jak najbardziej należy korzystać z udokumentowanych testów wykonanych przez innych. Zupełnie nieodpowiedzialne było wydanie kilkaset milionów na sprzęt, zamiast najpierw wydać parę złotych na książki. Jeszcze bardziej nieodpowiedzialne było wylansowanie się przez różnych osobników na biegłych sądowych, pomimo tego że nigdy nie zaznajomili się z wiedzą dostępną w krajach gdzie wydano duże pieniądze na opracowanie potrzebnych standardów i sprawdzenie ich przy pomocy licznych testów.

Książka jest więc sprawdzonym, niepodważalnym źródłem informacji na temat wszystkich właściwych metod używania urządzeń do pomiarów prędkości w celu generowania dowodów dla sądów. Stoi za nią nie tylko autorytet i doświadczenie autora, ale także autorytet amerykańskich regulatorów, którzy mają zarówno większe środki jak i doświadczenie w tych sprawach niż instytucje w Polsce. Książka ta może i musi być uznana za dowód w każdym sądzie tak samo jak np. podręcznik do elementarnej matematyki.

Kontrowersje które ta książka rozwiąże

Wiele osób wypowiadało się na te tematy w Polsce i niestety wiele tych opinii jest absolutnie błędna. Niniejsza książka wyjaśni wszystkie te kontrowersje w potrzebnych szczegółach, ale kilka z nich przytoczę jako dowód jak bardzo niniejsza książka jest potrzebna.
Pierwsze zagadnienie które w końcu trzeba zaadresować w Polsce jest takie, że ręczne mierniki prędkości nigdy nie były zaprojektowane tak, aby w każdych warunkach, pojedynczy pomiar zawsze był poprawny. Pojedyncze pomiary ręcznymi miernikami mogą i często są błędne, bądź z powodu różnych efektów radaru i lidaru, odbić wiązki, zakłóceń elektromagnetycznych, albo z prozaicznego powodu, że jest wiele ruchomych obiektów w zasięgu miernika i nie wiadomo co dokładnie się zmierzyło. Dlatego szkolenia w USA i innych krajach specyficznie wymagają uzyskania tzw. „pełnej historii śledzenia” (full tracking history), czyli uzyskania kilku pomiarów połączonych z obserwacją sytuacji aby upewnić się że pomiar był poprawny i przypisany właściwemu obiektowi. Książka omawia tą technikę we wszystkich koniecznych aspektach.

Ręczny miernik zaprojektowany tak, aby pojedynczy pomiar był zawsze poprawny, niemal zawsze pokazywałby że pomiaru nie dało się wykonać bo czegoś takiego nie da się zagwarantować, no chyba że ograniczymy zasięg urządzenia do kilkunastu metrów i specyficznych, stacjonarnych warunków, tak jak to się robi z fotoradarami. W Polsce jednak, nie tylko policja udaje że pojedynczy pomiar ręcznym miernikiem jest poprawny, nawet z odległości 600 czy 1000 na drodze wypełnionej pojazdami, ale musi tak robić bo obowiązujące regulacje wymagają blokowania pojedynczego pomiaru (tzw. auto-locku) i pokazania czasu pojedynczego pomiaru. Ta technika blokowania pomiaru została specyficznie zakazana w wielu miejscach na świecie bo całkowicie uniemożliwia uzyskania „pełnej historii śledzenia” jako niezbędnej gwarancji poprawnego pomiaru wykonanego ręcznym miernikiem.

Radary:
A. „Co ciekawe dla Iskry nie ma znaczenia czy w polu jej działania jest jeden czy więcej samochodów – Mierzy prędkość jednego auta w ciągu 0,17 sekundy – zapewnia Delekta i dodaje, że policjanci są zachwyceni, a kierowcy w szoku.” (Fragment artykułu w prasie w którym policja chwali się nowymi radarami).

Rosyjskie radary ISKRA wprowadzono do Polski i przedstawiano jako cudowne urządzenia które wystarczy wyjąć, nacisnąć spust i jeżeli pojawi się jakiś wynik to urządzenie gwarantuje że jest to prawidłowy pomiar. To jest kompletne oszustwo, między innymi dlatego, że producent nigdy czegoś takiego nie napisał w instrukcji. Twierdzenia takie pojawiły się wyłącznie w polskim tłumaczeniu instrukcji, a producent w oficjalnym liście zaprzeczył że ISKRA produkowana na rynek Polski była zmodyfikowana aby być w stanie generować takie cudowne, bezbłędne pomiary. Jest to przedmiotem śledztwa Prokuratury w Warszawie.

B. „Urządzenie tego typu mierzy tylko i wyłącznie pojazd, na który jest kierowane. Policjanci, którzy korzystają z tego typu urządzeń są odpowiednio do tego przeszkoleni, więc nie ma możliwości, żeby dochodziło do pomyłki.” (Wypowiedz zastępcy naczelnika policji).

W związku z tym, że kilka ręcznych radarów stosowanych w Polsce posiada muszkę i szczerbinkę, policja doszła do wniosku że radary można celować w pojedynczy pojazd tak jak to się robi np. pistoletem. To jest kompletna bzdura, bo wiązka radaru jest dość szeroka (12 stopni albo 18 stopni w zależności od rodzaju radaru) i jeżeli radar jest skierowany wzdłuż drogi, to będzie mierzył wszystkie samochody na drodze w zasięgu radaru. Jeżeli radar stosuje metodę wyboru najszybszego pojazdu (tak jak ISKRA), to taki najszybszy pojazd może być daleko poza zasięgiem wzroku, w wielu przypadkach przed znakiem ograniczenia prędkości. Muszka i szczerbinka na niektórych radarach jest po to aby umieścić taki radar precyzyjnie pod określonym kątem do drogi, właśnie po to aby ograniczyć zasięg wiązki radaru, dokładnie tak samo jak to się robi z fotoradarami. Bezsensowne regulacje w Polsce zabraniają używania tej metody, specyficznie wymagając kierowania ręcznego miernika wzdłuż drogi, tzn, pod kątem nie większym niż 10 stopni do osi drogi. Książka opisuje wszystkie efekty mierników radarowych, w tym zasięg i szerokość wiązki i właściwe sposoby ich stosowania.

C. „Sąd Rejonowy analizując instrukcję obsługi urządzenia…, stracił z pola widzenia dane charakteryzujące przedmiotowe urządzenie, dzięki którym pomiar jest doskonały. ISKRA-1 bezbłędnie dokonuje pomiaru prędkości pojazdu.” (Fragment apelacji policji).

Kiedy kierowcy zaczęli protestować błędne pomiary w sądach, odkryli że policja zupełnie nie czyta nawet niekompletnych instrukcji obsługi tych urządzeń dostarczanych przez producentów i w sądach twierdzi że nie musi, bo urządzenia są doskonałe. Szczytem tego szaleństwa było jednak, kiedy przełożeni postanowili zdyscyplinować, usunąć z policji policjanta Romana Kapelańczyka, który instrukcję radaru przeczytał. Działając w charakterze oskarżyciela publicznego, wnioskował on w sądzie o oddalenie zarzutów z powodu tego, że pojedynczy pomiar użyty jako dowód był dokonany pod linią energetyczną wysokiego napięcia, czyli niezgodnie z instrukcją obsługi urządzenia. To bardzo nie spodobało się jego przełożonym i próbowali go za to surowo ukarać. Jestem dumny z faktu, że udało się nam go od tego wybronić.

D. „W żadnej mierze nieuzasadnione jest twierdzenie że Iskra mierzy prędkość najszybszego pojazdu w polu widzenia, które może sugerować że taki szybki pojazd może znajdować się dużo dalej niż pierwszy, najbliższy mierzącemu pojazd. … zmierzenie pojazdu szybszego mogłoby mieć miejsce tylko w przypadku, gdyby taki pojazd wyprzedzał pozostałe pojazdy, a w szczególności pojazd obwinionej” (fragment opinii biegłego)

Masowa niekompetencja biegłych piszących opinie na te tematy dla sądów w Polsce to temat dla oddzielnej książki, ale tej opinii nie sposób zignorować, bo jest ona absurdalnie błędna i zaprzecza istnieniu najczęstszego błędu popełnianego przez operatorów radaru, tzw. „błędu patrzenia w dal.” Radar taki jak ISKRA, ustawiony na maksymalny zasięg wiązki będzie widział ciężarówki z odległości kilku kilometrów. Algorytm wybierania najszybszego pojazdu w wiązce, którego nie można wyłączyć w radarze ISKRA, tylko kolosalnie pogłębia te problemy. To wszystko jest we wszystkich detalach wyjaśnione w książce. Producenci w USA eksperymentowali z takimi algorytmami i okazało się że często powodują o wiele więcej problemów niż rozwiązują.

Lidary:
E. „Piraci drogowi mają być bez szans… Nagrywają wykroczenia z odległości ponad kilometra i to dużo dokładniej… Urządzenie jeżeli się włączy to znaczy że mamy dowód” (Wypowiedz rzecznika policji na temat lidaru LTI TruCAM)

Wypowiedz ta demonstruje kompletną ignorancję co do charakterystyk lidarów. W USA i innych krajach dawno udowodniono że nie sposób dokonywać pomiarów dowodowych lidarem z odległości powyżej 300m i takie pomiary są uznawane za bezprawne albo niestanowiące dowodu. Mierząc poniżej 300m, trzeba wciąż mieć pewność że kalibracja urządzenia jest codziennie sprawdzana. Natomiast podczas wykonywania pomiaru wciąż trzeba mieć „pełną historię śledzenia.” Książka wyjaśnia skąd się wzięła ta bajka o ponad kilometrze zasięgu lidaru, jak i poprawne metody dokonywania pomiarów.

F. „Instrukcja tylko zaleca wykonywać codziennie testy ustawienia celownika. Nie nakłada takiego obowiązku.” (Zeznania policji po tym jak obwiniony ustalił że nigdy nikt nie wykonuje testów kalibracji celownika, poparte przez ekspertyzę pseudo-biegłego).

Trzeba zrozumieć że laserowy miernik prędkości (lidar) to przede wszystkim dalmierz, który ludzie w USA kupują/wypożyczają w sklepach budowlanych po to aby np. mierzyć działkę pod słupki. Do każdego miernika UltraLyte można np. dokupić oprogramowanie do automatycznego sporządzania map i to także jest opisane w książce. Jak się mierzy bliskie, stacjonarne cele to faktycznie codzienne sprawdzanie kalibracji nie jest potrzebne a już grożenie właścicielowi w instrukcji że musi coś robić tylko dlatego że kupił sobie dalmierz zupełnie nie miałoby sensu. Co innego oczywiście kiedy chodzi o pomiary robione jako dowody karne dla sądu. Chyba jest jasne że wtedy pomiary powinny być poprawne a nieupewnienie się że są grozi więzieniem. W związku z tym że policja musi mierzyć cele ruchome, w znacznej odległości, a potem często rzuca miernikiem po samochodzie, każda profesjonalna policja na całym świecie wymaga sprawdzenia kalibracji lidaru przed i po służbie. Mam wideo jak autor podręcznika to robi po pobraniu lidaru z magazynu.

Dodatkowo, w związku z tym, że producent sprzedaje lidary na cały świat, jego instrukcja uwzględnia fakt, że w różnych krajach inaczej rozwiązuje się problemy możliwych błędnych pomiarów. Np, prawo w Hong Kongu wymaga że zawsze dwóch policjantów pracuje z lidarem. Jeden dokonuje pomiarów a drugi weryfikuje naocznie i sporządza raport z sytuacji na drodze. Jeżeli się nie zgadzają w swoich obserwacjach, nie mogą ukarać. Nikt poza Polską, z tego co mi się udało ustalić, nie jest na tyle szalony aby twierdzić że można sprawdzać kalibrację raz na rok a pomiary i tak się nadają na dowód w sądzie.

G. „To czy celownik jest ustawiony prawidłowo przestaje być istotne, jeśli inne okoliczności (np. przebieg drogi, ilość pasów ruchu, budowa miejsca zdarzenia) wykluczają możliwość omyłkowego dokonania pomiaru innego pojazdu.” (Fragment opinii biegłego sądowego).

Po raz kolejny, biegły wykazał się kompletną ignorancją co do działania lidaru i problemów które mogą się pojawić. Jeżeli celownik nie jest skalibrowany poprawnie, lidar zmierzy nie prędkość pojazdu, ale prędkość z jaką wiązka lidaru ślizgała się po drodze albo np. barierce przy drodze. W zależności od geometrii obiektów po których ślizgała się wiązka, taki pomiar może wielokrotnie odbiegać od prędkości pojazdu którego prędkość próbowano zmierzyć. To demonstrowało wiele osób w programach telewizyjnych i materiałach wideo udostępnionych w internecie. Twierdzenie że potrzebny jest drugi pojazd aby wykonać błędny pomiar lidarem z rozkalibrowanym celownikiem tylko wykazuje kompletną niekompetencję biegłego. Taka osoba popełnia przestępstwo przysięgając takie rzeczy w sądzie, nawet jeżeli jest to spowodowane tylko kompletną ignorancją w temacie w którym ta osoba udaje eksperta w sądzie.

Wideorejestratory:
H. „Nie mamy podstaw aby podważać urządzenia które są używane i w Polsce i na świecie. Są to urządzenia dzisiaj bardzo dokładne. (…) Policjant musi przez pewien czas starać się utrzymać prędkość swojego pojazdu taką samą, bądź nieznacznie różniącą się od siebie i wtedy może dokonać tego pomiaru. Na tej podstawie wiemy z jaką prędkością jechał samochód przed nim.” (Wypowiedz rzecznika policji).

Wypowiedz dotyczyła pomiaru wideorejestratorem bez radaru, gdzie policjant śledził pojazd z odległości około 350m, przejechał 50m i ocenił na oko że przez cały czas był w tej samej odległości od śledzonego pojazdu. W rzeczywistości pomylił się o ponad 20m. Na końcu był mniej niż 330m od śledzonego samochodu. Śledzony pojazd przejechał w tym samym czasie tylko 30m, czyli dla prędkości radiowozu wynoszącej 204km/h to oznaczało że śledzony pojazd jechał wolniej niż 122km/h.

To prawda że policja na całym świecie robi takie pomiary. Ale używa do tego poprawną metodę utrzymywania odległości: Quick Pace Timing (Szybkie Mierzenie przy Śledzeniu), znaną i stosowaną w USA od lat 40-tych ubiegłego wieku, albo specjalny komputer VASCAR do takiego śledzenia, używany w USA od lat 60-tych ubiegłego wieku. Obie te metody są szczegółowo wyjaśnione w niniejszej książce i wymagają używania obiektów przy drodze jako znaczniki aby właściwie ocenić drogę przebytą przez śledzony pojazd, czego zupełnie nie ma w żadnych materiałach szkoleniowych dla policji w Polsce.

Wideorejestratory używane w Polsce zupełnie nie nadają się do poprawnych pomiarów tego typu bo pozwalają tylko zaprogramować drogę pomiaru (100m, 50m, 25m). Mają jeden guzik który rozpoczyna pomiar, podczas którego kierowca ma na oko utrzymywać stałą odległość czego po prostu zrobić się nie da. Co więcej, ani instrukcja ani szkolenie nie tłumaczy że przy dużej odległości śledzonego pojazdu należy wybrać dość długi odcinek pomiaru i często policja dokonuje takiego pomiaru z odległości powyżej 400m używając drogę pomiaru 25m. Teraz załóżmy, że operator pomyli się w tym szacunku odległości o tylko 12m, czyli na końcu będzie to odległość 388m. Prędkość radiowozu w takim przypadku będzie niemal dwa razy wyższa od prędkości śledzonego pojazdu. Kierowca karany za prędkość radiowozu musi się na to godzić, no bo przecież ten drogi i precyzyjny wideorejestrator pokazał tą prędkość jako dowód. To jest kpina a nie pomiar. Policjant wyposażony w stoper za parę złotych i minimalne szkolenie będzie potrafił zmierzyć prędkość 10 razy dokładniej niż ten drogi wideorejestrator, co także jest wyjaśnione w niniejszej książce. A taki policjant ze stoperem i kamerą video za kilkaset złotych będzie w stanie generować super-dokładne i niepodważalne dowody.

I. „Sposób dokonania pomiaru był prawidłowy, chodź nie był optymalny” (Biegły sądowy w opinii o metodzie pomiarów wideorejestratorem opisanej powyżej)

Chodziło o sprawę gdzie udowodniono że, wbrew instrukcji, odległość radiowozu od śledzonego pojazdu na końcu pomiaru była znacząco mniejsza od odległości na początku pomiaru a droga pomiaru bardzo krótka. Biegły zupełnie zignorował, i co więcej, kompletnie nie potrafił wyliczyć jak duże błędy pojawiają się w takiej metodzie jeżeli śledzony pojazd jest kilkaset metrów przed radiowozem. Za wzór który ten biegły użył w swojej opinii gimnazjalista dostałby pałę z fizyki i matematyki.

Zakłócacze lidaru (anty-lasery, jammery):
J. „Zainwestuj w jammer. Będzie potrzebny… Lasery używane na drogach oprócz „zalet” wymienionych wcześniej będą charakteryzowały się ultra szybkim czasem pomiaru ok 0,2-0,3 sekundy! (człowiek potrzebuje ok 1-2 sek aby zareagować) – oznacza to tyle iż nawet posiadając antyradar który powiadomi nas o namierzaniu, nie będziemy w stanie odpowiednio wcześnie zareagować.” (Pewien „genialny” sprzedawca zakłócaczy lidaru pisze w swoich materiałach reklamowych.)

Wszelkie typy detektorów i zakłócaczy (jammerów) radarów i lidarów są także omówione w książce. Większość z nich to kompletna ściema dla niewtajemniczonych. Działający zakłócacz radaru w USA to kara kilkunastu tysięcy dolarów dla każdego który go posiada albo sprzedał – o wiele bezpieczniej sprzedawać szmelc który nie działa. Co się tyczy zakłócaczy lidaru, kosztują one krocie, wymagają kosztownej ingerencji w samochód która wedle polskich zasad musi być wykonana przez autoryzowanego dilera albo traci się gwarancję. A efekt – kompletnie bezwartościowe urządzenie które w wypadku niewyszkolonych albo nierzetelnych policjantów prowadzi do mandatu za większą prędkość zamiast przed nim bronić. Oto dlaczego: kompetentny policjant który wie który samochód chce mierzyć i wie który mierzy od razu będzie wiedział że coś jest nie tak i że klient ma zakłócacz. Więc go zatrzyma i skoro taki zakłócacz jest wbudowany w samochód i policjant sam go nie może zdemontować, to ma prawo skonfiskować cały samochód. Wspaniały interes, co?! No ale przecież w Polsce misie są niekompetentni. Co wtedy? A to że jak misio nie będzie w stanie zmierzyć prędkości celując w tablicę rejestracyjną, a wykryje że może zmierzyć jak ślizga plamką celu poza samochodem, to będzie ślizgał poza samochodem, zwłaszcza jak mierzy z dużej odległości. Rezultat – nabywca zakłócacza (jammera) dostanie mandat za prędkość o wiele większą niż ta z którą jechał. A jak będzie protestował to sąd powoła „genialnego biegłego”, który orzeknie że lidary nigdy się nie mylą.

I tu ciekawostka. Jak polski nabywca popatrzy na numer telefonu i adres artysty od którego kupił ten swój „trendsetterski, dizajnerski jammer” i porówna go z numerem telefonu i adresem genialnego biegłego, to dziwnie może odkryć że to jest jeden i ten sam „artysta” i jest to dokładnie ten sam artysta który szkolił policję w tych wszystkich radarowo-lidarowych cudach. Nawet mu się nie chciało kupić telefonu na dwie karty SIM. Taka magia to tylko w Polsce. Taki model biznesowy – namącić każdemu głupot a potem sprzedawać cudowne zabawki które niby każdemu (i policji i kierowcom) wszystkie problemy rozwiążą. Jakąś „zniżkę” klienci tego pana przynajmniej dostaną jak razem płacą za jego jammer i jego genialną opinię sądową jak to lidar się nigdy nie myli (i dlatego koniecznie trzeba kupić ten jammer za grube tysiące) i za to że jak sąd zażąda od tego „niezależnego biegłego” listy nabywców tych nielegalnych zabawek to na pewno ją dostanie???

Tak będzie w Polsce tak długo jak ludzie nie będą czytać książek na temat wszystkich tych zabawek. Ta historia kwalifikuje się na oddzielny wpis.

Podsumowanie

Na koniec muszę podkreślić że zupełnie nie mam problemu z żadnym prawem właściwie ustanowionym. Jeżeli ustawodawcy postanowią na przykład, że sytuacja jest na tyle trudna, że policja musi być uprawniona do karania kierowców na własne widzi-mi-się bez wykonywania żadnych pomiarów, nie zgodzę się z takim prawem ale się mu podporządkuję. Ale to co się dzieje teraz w Polsce to zupełnie co innego, bo robione są pozory pomiarów, które często są kompletnym oszustwem. Nagradza się wszystkich którzy w tym oszustwie chcą świadomie albo bezmyślnie uczestniczyć (rządowych biurokratów, dostawców urządzeń, szkoleniowców i biegłych sądowych), itd. a surowo i masowo każe za niepokorność wszystkich którzy ośmielą się protestować takie pomiary w sądzie. Karze się także firmy które chciałyby ale nie mogą rzetelnie dostarczać urządzenia pomiarowe do prawidłowego stosowania. Np. aby tą szaradę kontynuować, na specjalne zamówienie z Polski zepsuto lidary sprowadzone z USA aby nie używać ich w taki sposób jak się to robi w USA co prowadzi do karania kierowców na podstawie pojedynczego pomiaru lidarem z odległości rzędu 1000m.

To wszystko jest kompletnym wypaczeniem prawa, prowadzi wyłącznie do pogardy społeczeństwa dla sądów i policji i nie może się skończyć dobrze. Policja, regulatorzy, dostawcy urządzeń, czy biegli sądowi mają służyć prawu a nie je naginać i wypaczać poprzez oszustwo bądź celowo hodowaną niekompetencję. Trzeba przestrzegać tą podstawową zasadę jeżeli chce się aby społeczeństwo wierzyło w prawo i przestrzegało prawo. W związku z tym, że kontakt z policją drogówki jest pierwszym i najczęstszym kontaktem obywatela z policją i prawem, jestem przekonany że niniejsza książka uczyni więcej dobrego w zmniejszeniu ofiar na drodze i odbudowaniu zaufania obywateli dla policji niż udało się osiągnąć któremukolwiek politykowi przez ostatnie kilkadziesiąt lat.

 

Sławomir A. Janczewski

tłumacz książki

programista, projektant urządzeń pomiarowych i autor patentów

radar.lidar@certare.pl

Sprostowanie:

Podczas jednej konferencji w GUMie dowiedziałem się że to nieprawda że wideorejestratory używane w Polsce umożliwiają tylko pomiar na odcinkach o długości 100m, 50m, albo 25m. Pozwalają one na ustawienie odcinka pomiarowego o długości nawet 1000m, ale policja po prostu tego nie stosuje. W żadnej z wielu spraw sądowych które widziałem policja nie stosowała odcinka pomiarowego o długości większej niż 100m a producenci urządzeń nie udostępnili nam instrukcji obsługi urządzeń.

Aby pomiar wideorejestratorem nie był kompletną kpiną, odległość radiowozu od śledzonego pojazdu powinna być mniejsza niż ustawiony odcinek pomiarowy. Czyli, teoretycznie dałoby się to zrobić ale wtedy ta metoda by się za bardzo nie nadawała do używania w Polsce do mierzenia prędkości w terenie zabudowanym.

reklama:
SquareAd_10fpsL

Poprzednie wpisy na podobny temat:

Opublikowano w Biegli, Biurokracja, policja, Sądy i oznaczono , , , , , , , . Bookmark permalink.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Uwaga: Jeżeli odpowiadasz na inny komentarz, naciśnij "Odpowiedz {autor} ↵" przycisk!
Przydatne Funkcje HTML:
<blockquote> Cytowany Fragment </blockquote>
<a href="URL Linku"> Opis Linku </a>