Konkurs. Dlaczego policja w Polsce nie może używać lidarów tak jak to robią policje na całym świecie?

Przez ostatnie dwa miesiące byliśmy nękani szopkami propagandowymi policji na temat tego co to ich nowe cudo nie jest albo nie potrafi samo robić.

  • Wygląda jak laserowy pistolet z „Gwiezdnych wojen”
  • Mierzy i dokumentuje przekroczenia prędkości
  • Skuteczny zasięg urządzenia waha się od 15 do 1200m
  • Dokładnie widać czy kierowca ma zapięte pasy lub czy rozmawiał przez telefon

I pojawia się pierwszy „dowód” zrobiony z odległości tylko 550m (a nie 1200). Pokazujemy go powyżej. Co tam widać poza kilkoma zamazanymi pikselami które mogą ale nie muszą być jakimś samochodem? Czy to jest poprawny pomiar? Czy na pewno wiadomo co zostało zmierzone i czy lidarem nie ślizgano po drodze przed pojazdem? Wedle normalnych standardów używania lidaru absolutnie nie. Należałoby dokładnie przejrzeć cały zapis wideo i się upewnić czy na pewno operator utrzymał cel na tym samym obiekcie a nie np. ślizgał lidarem po drodze co da prędkość ślizgania lidarem po drodze a nie prędkość pojazdu.

I tutaj jest dobra wiadomość dla wszystkich walczących w sądach. W odróżnieniu od innych producentów, firma LTI przez lata „unikała” pisania w instrukcji o błędach ślizgu. W końcu jednak coś o tym wspomnieli właśnie w podręczniku TruCAMa. Hurra. (Inni producenci od początku problem rzetelnie opisali).

Poniższy obrazek i opis pochodzi z instrukcji TruCAMa.

A co będzie kiedy taki pomiar jest wykonywany „nieoptymalnie”? A to że operator może ślizgać po drodze próbując podążać za pojazdem, co przy dużych odległościach może zrobić nieświadomie. Na zdjęciu w tytule wpisu chyba widać że próbowano mierzyć kiedy pojazdy zjeżdżały z wzniesienia, czyli właśnie były to takie „nieoptymalne” pomiary. Gdyby takie coś zostało wręczone biegłemu który jest „optymalnie” uzdolniony z punktu widzenia technicznych kompetencji a nie polityki mandatowo-sądowej, to by od razu wiedział że musi sprawdzić czy aby na pewno sprawdzono kalibrację celownika i czy przez cały czas pomiaru celownik był na samochodzie a nie był ślizgany poza pojazdem. Ale – problem polega na tym, że przy takich odległościach i tak małej rozdzielczości wideo tego się rzetelnie po prostu zrobić nie da. 

Prawdziwe charakterystyki urządzenia

Jak na dzisiejsze czasy, kamera wbudowana w urządzenie TruCAM jest dość prymitywna. Maksymalna rozdzielczość wideo wynosi 480×360. Nie ma zmiennego powiększenia, ostrość trzeba ustawiać ręcznie za pomocą wajchy do której dostęp uzyskuje się kiedy otworzy się klapkę na boku urządzenia, itd. Kamkorder Sony DCR-TRV120 z końca lat 90-tych który znalazłem u siebie w starych gratach na strychu ma o wiele większą rozdzielczość video, pozwala ustawić powiększenie do 450 razy (samo optyczne 36 razy), automatycznie ustawia ostrość, itd., itp.

Więc dlaczego to cudo policji nie ma takich możliwości? A dlatego, że to byłoby kompletnie nieprzydatne bo pomiary lidarem z odległości już 200 m są dość trudne a powyżej 300 m to kompletna loteria. To nie oznacza że raz na 100 pomiarów np. w idealnych warunkach nie uda się zmierzyć poprawnie. Da się – ale takich pomiarów nie wolno traktować jako dowód tak samo jak nie można twierdzić że skoro Władziowi w jego BMW raz udało się przez wieś przejechać w nocy z prędkością 300 km/h bez zabicia kogoś i bez lądowania na drzewie to jest to dowodem że ograniczenie prędkości należy podnieść do 300 km/h.

Dlatego w USA, po wielu miesiącach profesjonalnych testów, specyficznie zakazano pomiarów dowodowych lidarem z odległości powyżej 300m. Poniżej tej odległości też nie wolno karać na podstawie pojedynczego pomiaru. Należy wykonać tzw. historię śledzenia, czyli kilka pomiarów w różnych odległościach. Zarówno podręcznik urządzenia, jak i materiały marketingowe producenta pokazują wyraźnie jak wygląda prawidłowy pomiar. Wykonuje się pomiar wraz z nagraniem wideo z odległości około 150m a potem wykonuje pojedyncze zdjęcie dużej rozdzielczości z odległości rzędu 70m, tak jak to pokazują zdjęcia poniżej. Klatka odpowiadająca pomiarowi prędkości (ta z naniesionym celownikiem) już nawet z odległości 174 m nie pozwala na rozróżnienie nawet marki samochodu. Więc raczej trzeba mieć całe nagranie aby mówić o jakimkolwiek dowodzie.

Klatka wideo pokazująca moment pomiaru z odległości 174m. Maks. rozdzielczość 480×360

Pojedyncze zdjęcie z odległości rzędu 70m. Maks rozdzielczość 1920×1440


Pomimo tego, że nadal można się przyczepić do różnych detali, używanie urządzenia TruCAM w ten sposób – pomiar z odległości rzędu 150m, pełne wideo zdarzenia w małej rozdzielczości, zdjęcie sprawcy z odległości 70 m może i jest uznawane jako dowód w wielu krajach na świecie. Więc, gdyby policja w Polsce tak to robiła to raczej trudno byłoby to kwestionować. Ale tego tak nie robi. Dlaczego? Dlaczego bawić się w kretyńskie szopki propagandowe, udawać że mierzą coś (nie wiadomo co) z tak dużych odległości. Dlaczego nie mogą tego robić po ludzku? Poza wieloma innymi problemami, jest to bardzo męczące – tak samo jak np. próby polowania na wiewiórki przez cały dzień z odległości kilkuset metrów za pomocą pistoletu śrutowego. Oko wam ludzie od tego wypadnie i rączka zwiędnie. Ale fakt – jak się policjantom rozkaże takie coś robić i się ich nagradza za to premiami to się jakoś nauczą to robić.

Pytanie konkursowe

Dlaczego policja w Polsce nie mierzy laserowymi miernikami (lidarami) z odległości około 150m ale próbuje to robić z odległości 500, 700 a czasami nawet 1000m? Po co i dlaczego. Bonus za wyjaśnienie jak do tego doszło.

Zwycięzcą będzie pierwsza osoba, która poda poprawną odpowiedź. Nagroda – egzemplarz podręcznika szkoleniowego policji amerykańskiej, który przetłumaczyłem i wydałem. Odpowiedzi konkursowe proszę dawać tutaj na certare.pl, jako komentarze do tego wpisu.

Z góry pomogę i powiem że prawidłowa odpowiedź jest wieloczłonowa, tzn. w formacie gdyby robiła to to by się działo to i wtedy rezultat byłby taki a wtedy…

Stawka dla mnie

Dla mnie upublicznienie tego problemu stało się dość krytyczne a to z tego powodu że napisałem kilka opinii technicznych na ten temat. Jedna z nich trafiła już do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości. Kiedy wezwano mnie do sądu w charakterze biegłego ad hoc, napisałem kolejną taką opinię, i wyjaśniłem to wszystko krok po kroku, udokumentowałem w pełni wieloma materiałami z respektowanych źródeł na świecie. W zamian za to, nie tylko mi nie zapłacono za moją pracę, ale zostałem pomówiony przez nasz „wymiar sprawiedliwości” dokładnie dlatego, że nie mogłem i nie zamierzałem pisać takich samych kompletnych kretynizmów które są odpowiedzialne za to, że policja w Polsce nie może używać urządzeń zgodnie z zasadami sztuki. Ten konflikt dotarł już za ocean, bo jeden z naszych biegłych „geniuszy”, ulubieńców sądów nawet upiera się że wszystkie podręczniki lidarów są błędne – czyli, mylą się wynalazcy urządzenia, producenci, wszyscy szkoleniowcy policyjni i wszyscy biegli na całym świecie. Tylko nasi polscy biegli, sądowi ulubieńcy mają rację.

Moim zdaniem, postępując w ten sposób złamano wszystkie możliwe prawa, w tym wszystkie stosowne wyroki Sądu Najwyższego. Stanowisko sędziów po prostu sprowadza się do tego że oni, wedle ich mniemania, są panami (tzn. ostatecznymi arbitrami) wszystkiego – elementarnej matematyki, słownika, itd., itp. i na własne widzi-mi-się mogą przedefiniować wszystko. Według nich ja nie rozumiem że zadaniem biegłego jest bycie „pomocnikiem sądu” a nie upieranie się, że elementarna matematyka nie podlega niczyjej interpretacji (ani mojej, ani sądu). Sprawa jest w Wojewódzkim Sądzie Administracyjnym w Warszawie.

SquareAd_10fpsL

Poprzednie wpisy na podobny temat:

Opublikowano w Biegli, Komedia, policja i oznaczono , , , , , . Bookmark permalink.

4 komentarzy

  1. Rafał pisze:

    Gdyby policja mierzyłaby prekość ze 150m, kazdy kierowca byłby ją w stanie zauważyć i zwolnic odpowiednio wcześniej dostosowując prędkość do tej, na mierzonym obszarze. Wpływy z mandatów do budżetu byłyby niższe, nie było by pieniędzy na ‚modernizacje’ i zakup profesjonalnego sprzętu, policjanci nie wyrabiali by planów/norm na nich nałożonych, mniejsze premie, zaczełyby się u nich protesty, itp. Wolą więc robić zdjecia z większej odległości i liczyć na to, że kierowca wystarszy się władzy i potulnie zapłaci mandat.

  2. Wuwik pisze:

    Nie mierzy ze 70 albo 150 m tylko z 500, 700 itd.. bo tylko wtedy kasa się zgadza. Przychodzi biedny pies na odprawę i ma zadanie ustrzelić 100 kierowców na prędkości pow. 50 km/h i zatrzymać 100 praw jazdy. Wtedy pies / komenda / komendant bryluje w statystykach i jest nagroda …. Gdyby mierzyli uczciwie to z 70 m złapali by może 5 kierowców i wtedy statystyka siada. A tak pies ciężko pracuje. Cały dzień robi pomiary gówno warte zamiast zająć się prewencją i dbać o bezpieczeństwo …
    Jak nie wiadomo o co chodzi to chodzi o kasę …

  3. Pavel Kolop pisze:

    No dobrze. To ja postaram się odpowiedzieć.

    Choć będę bardzo niepopularny.

    Policja nie może mierzyć prędkości jak Pan Bóg przykazał, ponieważ zawaliłaby się Najświętsza Rzeczpospolita. Może nie dosłownie (choć i tego nie wykluczam), ale w przenośni na pewno.

    I byłaby to rewolucja na miarę stulecia. Dla władzy na pewno nieprzyjemna.

    Już mówię dlaczego.

    Otóż gdyby policja polska mierzyła prędkość jak należy, to nagle okazałoby się, że dotychczas mierzyła źle (skoro coś się zmienia, to dotychczas było gorzej – proste). I nagle okazałoby się, że może w Polsce główną przyczyną nie jest magiczne „niedostosowanie prędkości”, ale kiepskie drogi, złe oznakowanie itp. Nagle okazałoby się, że jeżdżących z nadmierną prędkością nie jest 10%, tyko 0,5%. Nagle okazałoby się, że wszystkie akcje „Pirat” czy jak je tam zwą nie są warte funta kłaków. Nagle okazałoby się, że odbieranie prawa jazdy za przekroczenie prędkości o 100% nie ma sensu. Nagle okazałoby się, że wpływy z mandatów spadły o 90%.

    Ale nie to jest najgorsze.

    To dopiero początek.

    Proszę zapiąć pasy i się trzymać.

    Okazałoby się, że dotychczasowe pomiary można o rzić szczaskać, jak to się u nas mówi. Gówno warte krótko mówiąc.

    No ale moment. Ktoś to nie tylko akceptował.

    Masa biegłych żyje z dowodzenia, że te pomiary są jak najbardziej trafne, a kto uważa inaczej tego Antychryst zwodzi.

    Ale biegły jest tylko biegłym. Ostateczną decyzję podejmuje niezawisły (chwila, muszę obetrzeć oczy z łez śmiechu) sąd. Jak to się ładnie nazywa: sąd jest najwyższym biegłym. Czyli formalnie sąd wydaje wyrok, a nie biegły. To jest oczywiste. I teraz – wyobraźcie sobie sędziów, którzy w dziesiątkach tysięcy spraw orzekli „jak biegły kazał”, czyli zrobili kurwę zarówno z logiki, jak i ze sprawiedliwości. Wyobraźcie sobie ich przełożonych, którzy mieli w dupie wszystkie sygnały o nieprawidłowych pomiarach, biegłych fałszujących wyniki i podwładnych, którzy powagą swego Urzędu i Rzeczypospolitej cały ten burdel legalizowali. Wyobraźcie sobie obywateli i niektórych dziennikarzy, którzy w tym momencie zapytaliby: moment, a czy to nie oznacza, że w innych sprawach polskie sądy mają taki sam stosunek do sprawiedliwości, moralności i uczciwości? I że – krótko mówiąc – należy całą tę klikę rozpieprzyć na cztery świata strony?

    I czy przypadkiem nie okazałoby się, że wszystko to dookoła to jeden wielki pic na wodę??? Wszystkie te inspekcje pracy, sanitarne, nadzory budowlane nagle okazałyby się przykrywką, żeby załatać budżetową dziurę, swoich przyodziać, innych obedrzeć, złagodzić frustrację urzędasów, ale NA PEWNO nie dbać o bezpieczeństwo, rządy prawa i wolność obywateli.

    I właśnie dlatego pomiary są, jakie są. I takie pozostaną.

    Dowidzenia się państwu.

  4. A.s. pisze:

    Powodów jest kilka. Raz – nikt policji nie przeszkolił w poprawnym używaniu tego sprzętu. (A aby policjantów przeszkolić – musiał by być wysłany ktoś od producenta na przeszkolenie). Dwa – taki jest zasięg instrumentalny Ultralyte -1200m. A skoro taki jest zasięg, to tak można mierzyć – przynajmniej według polskiej instrukcji. Trzy – policja mierzyła tak od czasów rapida łupanego i iskry gładzonej. Cztery- pomiar z daleka gwarantuje, że kierowca nie zdąży zareagować na widok patrolu (i zwolnić) , a policjant zdąży zatrzymać pojazd bez jego zbyt gwałtownego hamowania. (inaczej musieli by działać na 2 pojazdy, albo zatrzymywać kierowce w pościgu – teraz klient sam podjeżdża uiścić opłatę).
    Czyli – importer trafił w gusta policji…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Uwaga: Jeżeli odpowiadasz na inny komentarz, naciśnij "Odpowiedz {autor} ↵" przycisk!
Przydatne Funkcje HTML:
<blockquote> Cytowany Fragment </blockquote>
<a href="URL Linku"> Opis Linku </a>