Kolejny odcinek “Zwierzęcego Folwarku”

Prezes SPnD oskarża mnie o bycie wyłudzaczem „na biegłego”.

To się już robi nudne, sam przyznam – ale odpowiem na te kompletne bzdury z jednego powodu. Chcę uchronić członków Stowarzyszenia Prawo Na Drodze, którzy wierzą Panu Mezglewskiemu, i swoją wiarę przekuwają w czyny, od potrzeby płacenia masowych odszkodowań mi i Tomaszowi Motylińskiemu i być może także od wylądowania w więzieniu. Dla Waszego dobra ludzie, uprzejmie proszę Was ostatni raz – nie wierzcie w te brednie i nie róbcie rzeczy na ich podstawie bo to naraża was na masową odpowiedzialność karną i cywilną. Naprawdę chcecie tak wspierać Prezesa Mezglewskiego? Stać was na to? Panu Mezglewskiemu już grozi to, że się do końca życia nie wypłaci za pomówienia, ujawnianie danych wrażliwych, tajemnic handlowych, szczucie na mnie i inne osoby swoich fanatyków, itd. Naprawdę tak bardzo go kochacie że chcecie uczestniczyć z nim w tej zabawie jako męczennicy?

Wszyscy powinniście wiedzieć że Pan Mezglewski oskarżył nas już wiele miesięcy temu publicznie o masę różnych przestępstw. Wbrew wysiłkom jego i jego świty jakoś dalej nie jesteśmy w więzieniu. Wedle unikalnego spojrzenia na świat członka-męczennika SPnD to prawdopodobnie oznacza że mamy wszystkie prokuratury i całość policji w kieszeni i dlatego nas chronią.

W sumie to robi się zabawnie, bo wedle członków Stowarzyszenia Prawo Na Drodze mam nie tylko w kieszeni wszystkie prokuratury, ale także całą prasę. W ostatnich dniach szczególnie zadziwiły mnie te opinie wyrażone na portalu onet.pl:

Cały artykuł onetu tutaj:

Jeździli zgodnie z przepisami i hurtowo rozbijali samochody

Skoro Janczewski uważa, że celowe powodowanie wypadków w celach finansowych jest niezgodne z prawem a Redaktor też napisał że jest niezgodne z prawem to jest oczywisty dowód że artykuł został opublikowany we współpracy (na pewno ścisłej) z Janczewskim. Na pewno Janczewski ten artykuł podyktował. Ten Janczewski to niezła szycha musi być, wszyscy mu jedzą z ręki, pomimo tego że na prawie w ogóle się nie zna. Przecież każdy w SPnD wie że np. jak się widzi dziecko przed sobą na drodze w miejscu niedozwolonym dla pieszych, to dziecko wolno przejechać bez hamowania i zatrzymywania się no bo przecież samochód ma pierwszeństwo przejazdu. Dlatego, w ramach pokuty i przeprosin dla Pana Profesora będę musiał w takim razie wymontować hamulce z samochodu bo one tylko kuszą do łamania prawa, np. zrzekania się pierwszeństwa przejazdu z premedytacją (przestępstwo przeciwko Prezesowi SPnD) kiedy na drodze jest dziecko.

Janczewski trzyma cały kraj w szachu

To jeszcze nic. Wedle byłego członka SPnD, Janczewski trzyma całą Polskę w szachu. Tenże były członek twierdzi, że ma dowody że Janczewski szantażuje Prezesa GUM, o czym poinformował odpowiednie urzędy. Wiem też że wysyłał podobne informacje do Premier Szydło bo dostałem kopię jednej z takich korespondencji. 😉 Oczywiście, tylko ten były członek SPnD może Polskę przed Janczewskim uratować, ale w zamian za to musi być wcześniej uznany przez Radę Ministrów za przywódcę kierowców.

Informacja internetowa o tym zagrożeniu

Z jakiegoś dziwnego powodu, pomimo bardzo podobnych zainteresowań, tenże były członek SPnD i Pan Mezglewski nie potrafili razem współpracować. Pokłócili się o co – o mnie oczywiście – o to kto mnie kocha albo nienawidzi najbardziej. Jeden na drugiego do mnie donosił aby się przypodobać. (Ah ci internetowi wielbiciele)… (Jakiejś 20-letniej blondynki nie mogę zamówić na wielbicielkę zamiast tych panów?)

Kiedyś być może udostępnię całą tą twórczość wszystkich członków SPnD na mój temat w jednym miejscu. To przecież nie fair abym tylko ja miał ubaw.

Dodatkowe rewelacje Pana Prezesa

Artykuł w onet.pl nie omówił prawdziwej prawdy o zdarzeniach w Poznaniu. Prawdziwego powodu dla którego aresztowano członków SPnD, wedle Prezesa SPnD:

„A przy okazji upieczono jeszcze jedną pieczeń. Zszargano opinię Stowarzyszeniu, które od lat patrzy na ręce Policji. Akcja zatrzymania członków Stowarzyszenia miała miejsce tydzień po emisji programu Państwo w Państwie, w którym upubliczniono stan ogumienia pojazdów Poznańskiej Policji oraz wykazano oszustwa policjantów przy użyciu wideorejestratorów.”

Redaktor onetu/AutoŚwiata musiał nie zrozumieć że to niemal na pewno Janczewski namówił policję z Poznania do aresztowania członków SPnD – z wielkiej zazdrości że byli w telewizji a nie on. Szkoda tylko że nie wiedzą że Janczewskiemu i Motylińskiemu się telewizja znudziła niemal tak samo jak SPnD. Dla przypomnienia – w całej mojej medialnej karierze zapraszano mnie do telewizji przynajmniej 5 razy częściej niż się tam pojawiałem – bo mi się po prostu nie chce jeździć do Warszawy – taki leń jestem. Ani też nie wydaje mi się że jak pokażę moją gębę w telewizji to nagle cały świat się zmieni, policja albo urzędy oszaleją ze złości albo coś. Tak na przyszłość ludzie – dla informacji – w krótkich programach telewizyjnych występuje się najlepiej w roli błazna – nie męczennika, nie zbawiciela – BŁAZNA. Jak się to rozumie to można o wiele więcej uzyskać w wystąpieniach w telewizji.

Problem z wideorejestratorami był omówiony w GUMie przy udziale KGP wiele miesięcy temu z powodu zawiadomienia które ja złożyłem już lata temu i z powodu którego GUM poprosił mnie o wyjaśnienie moich zarzutów. Pies z kulawą nogą nie przejął się tym, że SPnD było w telewizji, opowiadało bajki o chlapaczach i podobne. I po raz kolejny SPnD poległo kiedy za przeciwnika miało biegłego który pisze wszystkie fantastyczne opinie sądowe na temat wideorejestratorów. SPnD będzie teraz jego musiało prosić o pomoc dla członków, a nie mnie. Powodzenia.

Rewelacje Pana Prezesa SPnD nt. Sprawy w Zambrowie

Całość koniecznie trzeba przeczytać:

Wyłudzenie „na biegłego”

Pan Prezes postanowił teraz ostrzec cały świat przede mną. Ale to już przecież było przerabiane skoro już ostrzegano Panią Premier Szydło przede mną. ABW już się też chyba znudziło czytanie donosów na mój temat od członków SPnD (byłych i obecnych). Koniecznie należy więc zwołać Radę Bezpieczeństwa Narodów Zjednoczonych w moim temacie – oni o Janczewskim na szczęście jeszcze nie słyszeli i wciąż nie wiedzą że jest większym zagrożeniem niż Kim Jong Un, inaczej robi się zarówno nudno jak i niebezpiecznie.

A te najnowsze rewelacje Pana Mezglewskiego to byłaby wspaniała historia, gdyby była prawdziwa. Ale chyba nawet najbardziej zakochani Pana wielbiciele już widzą że coś w tej historii jest nie tak, np. wielbiciel Krzysiek zastanawia się:

Odpowiadam: Janczewski nie przesłał rachunku do sądu. Rachunek został sporządzony na wyraźne żądanie Pana Mezglewskiego, wysłany do niego i do prawnika SPnD. Prawnik przedstawił rachunek w sądzie wraz z resztą kosztów we wniosku o zwrot kosztów. Na tej podstawie sąd przyznał mi honorarium. Sąd w Zambrowie był tak uprzejmy że mi wysłał całość dokumentacji.

Przed wysłaniem rachunku wszystkie jego elementy zostały w pełni uzasadnione Panu Mezglewskiemu a on specyficznie zgodził się na jego treść i koszt opinii w wysokości 1560 zł z groszami. To wszystko zostało omówione poprzez e-maile – a ja wszystkie e-maile trzymam. Aż taki głupi to ja nie jestem aby nie wiedzieć jak się dokumentuje takie transakcje albo że takie e-maile się archiwizuje w oryginalnej postaci z pełnymi nagłówkami które pokazują skąd przybyły.

Tu pragnę gorąco podziękować Panu Mezglewskiemu za napisanie dodatkowych głupot w internecie, wraz z tą że on niby nigdy rachunku nie widział, skoro prokuratura miała te e-maile nawet przed tym jak policja rozmawiała z Panem. Pana najnowsze fantazje są oczywiście zapisane, zakatalogowane i zostaną dołączone do sprawy. W międzyczasie, trzeba wielbicielowi Krzyśkowi powiedzieć aby nie wysyłał żadnych rachunków do sądów bo tylko obwiniony albo jego pełnomocnik może to zrobić jako załączniki do odpowiedniego wniosku. Znowu ktoś uwierzy w kreatywne prawo w wydaniu SPnD i tragedia gotowa.

Przebieg sprawy w Zambrowie

Zacznijmy od tego, że ja nigdy nie inicjowałem kontaktów z SPnD – to SPnD zawsze zawracało mi tyłek a nie na odwrót. W niemal każdej sprawie gdzie był problem „techniczny”, Pan Mezglewski albo członkowie SPnD zawracali mi głowę. Zresztą, Pan Mezglewski sam to przyznał:

W sprawach, które monitoruje Stowarzyszenie Prawo na Drodze bardzo często korzystaliśmy z pomocy innych osób – szczególnie z pomocy w kwestiach technicznych. Autor niniejszego opracowania nie zna się na technice. Jest prawnikiem i koncentruje się na zagadnieniach prawnych – często dotyczących działania urządzeń technicznych.

Szczególnie owocnie układała się współpraca ze Sławkiem Janczewskim, który pomógł nam wygrać kilka spraw, prowadził szkolenia, udzielał rad. Sławek za swoją pracę pobierał symboliczne wynagrodzenie – na poziomie ponoszonych kosztów.

Kto wywołał tę wojnę?

I tutaj był problem – widać innego frajera nie było który w zamian za „symboliczne wynagrodzenie” chciał robić takie rzeczy dla SPnD. Po co to robiłem – bo chciałem przekonać ludzi w Polsce (nie tylko SPnD) że z właściwym, kompetentnym technicznie podejściem można dużo osiągnąć – a jak się coś osiągnie to już nie będzie trzeba dopłacać do interesu. SPnD nigdy tego nie rozumiało i tworzyło chyba jakąś świątynię męczenników czy coś w tym stylu. A skoro ludzi nie było na to stać to musieli sobie zacząć dorabiać – sposobami takimi jak te „akcje edukacyjne” w Poznaniu, na przykład. To było do przewidzenia – bo sposób prowadzenia spraw przez SPnD oznaczał że nawet kiedy wygrywaliście to przegrywaliście w kosztach, oskubując własnych członków z funduszy.

Sprawa w Zambrowie jest wyraźnym przykładem takiego patologicznego podejścia do rozpraw w sądzie. Proste zagadnienie techniczne, które gdyby było właściwie udokumentowane i uzasadnione w formie opinii technicznej, sprawa byłaby wygrana w pierwszej rozprawie na etapie Sądu Rejonowego. Znałem tą sprawę od początku – bo musiałem – bo mi panowie z SPnD zawracali głowę od początku, tak jak wieloma innymi sprawami.

Zamiast mnie posłuchać że takie rzeczy wygrywa się poprzez obalenie dowodów a nie inne argumenty, panowie wynajdowali własne argumenty. Częścią argumentów chwalili się, podczas trwania sprawy w internecie, i tak wiedziałem o nich, np.:

  • Sędzia ubrała się w powabną sukienkę na święto policji i jest z nimi w dobrych relacjach (co udowadnia w tej sprawie że????)
  • Policjanci z Zambrowa raz czy więcej razy byli pijani i szantażowali ludzi (co udowadnia w tej sprawie że????)
  • Policjanci z Zambrowa raz mieli seks z młodymi dziewczynami (co udowadnia w tej sprawie że????)
  • W radiowozie jest różaniec (co udowadnia w tej sprawie że????)
  • Sala rozpraw w Zambrowie przypomina kaplicę, Świątynię Bogini Zemsty (co udowadnia w tej sprawie że????)
  • Podczas rozprawy ktoś próbował ukraść samochód obwinionego sprzed sądu (co udowadnia w tej sprawie że????)

Cytuję:

„Procesując się w Zambrowie trzeba ponadto wiedzieć, że samochód obwinionego zaparkowany pod gmachem Sądu nie jest bezpieczny. Na szczęście samochód Pana Wojciecha przez cały czas pilnował jeden z członków SPnD. Gdyby nie to, Pan Wojciech nie miał by czym wrócić do Centralnej Polski…”

Zambrów – czyli u Pana Boga za piecem

Świątynia bogini zemsty

Nie byłem na tych rozprawach, ale sądząc po internetowych i ustnych relacjach Pana Mezglewskiego, całość argumentów opierała się na wycieczkach personalnych przeciwko sędziom, świadkom-policjantom, pomówieniach dotyczących rzekomej próby kradzieży samochodu. Kto ten samochód niby chciał kraść sprzed sądu – sędzia czy policjant, czy są jakieś dowody – czy są to takie same absurdalne fantazje jak pomówienia przeciwko mnie i Tomkowi Motylińskiemu?

Na dobre czy na złe, ja widziałem sądy w USA i wiem że takimi „argumentami” nigdzie i nigdy się nie da w sądzie wygrać, szczególnie jeżeli się nimi zawraca sądowi głowę rozprawa po rozprawie. Co więcej – gdyby Pan Mezglewski kiedykolwiek widział sąd w USA to by wiedział że pojedyncza wycieczka personalna przeciwko sędziemu albo świadkowi podczas rozprawy (w sądzie albo poza sądem) kosztowałaby go co najmniej kilka miesięcy w pierdlu za zniewagę sądu. Po kolejnej, siedziałby o wiele dłużej.

Sprawa była dla mnie z tego powodu trochę zabawna, ale hamowałem się jak mogłem aby Pana Mezglewskiego nie urazić, tłumacząc mu i innym członkom SPnD jak się te rzeczy powinno robić. Jak ktoś taki jak ja może delikatnie wytłumaczyć wielkiemu „Profesorowi Prawa” że się troszeczkę myli w tych swoich wielkich technikach. Chyba robiłem to, mimo wszystko z taktem, bo niemal wszyscy członkowie SPnD pchali się drzwiami i oknami do kanałów internetowych utworzonych przeze mnie i Tomka Motylińskiego – Pan Mezglewski też.

Ale oczywiście, „swoim sposobem” panowie prawnicy SPnD przegrali rozprawy na etapie Sądu Rejonowego i niemal przegrali apelację. W ostatniej chwili, przypomnieli sobie że ja mam na to inny, już gotowy sposób i niemal gotową ekspertyzę – o której od dawna mówiłem – opartą o fakty i matematykę (takie dziwne czary nie z tej Ziemi), i po które z desperacji niemal przegranej, bardzo kosztownej sprawy postanowili, po zawracaniu mi głowy miesiącami, w końcu sięgnąć, jako ostatniej deski ratunku, pięć minut przed dwunastą.

Nie byłem przekonany że to coś da – bo fakty i matematykę trzeba było zaprezentować już w Sądzie Rejonowym, czego Pan Mezglewski nie chciał wcześniej zrobić, pomimo tego że materiały do tej sprawy miałem wcześniej przygotowane. Robienie tego na etapie apelacji często skutkuje tym, że sąd uznaje to za brak tzw. lojalności procesowej. Dlatego była dyskusja minimalnej zapłaty nawet w przypadku przegranej. Zawsze i każdemu mówiłem że trzeba do takich rzeczy jednak przygotować pełny rachunek, aby odzyskać całość kosztów przynajmniej w wygranych sprawach bo takich rzeczy nie można przez całe życie robić za darmo, zwłaszcza dla całej Polski. Jak?!

Dlaczego nie chcieli sprawy prowadzić w ten sposób wcześniej? Tutaj trzeba wyjaśnić dlaczego się zgodziłem sfinalizować opinię na tym etapie. Myślałem, że jeżeli pokażę Panu Mezglewskiemu i innym że takie coś da się wygrać w „amerykański” sposób (tzn. matematyką i faktami a nie wycieczkami personalnymi i zniesławieniami) to mogą się po prostu czegoś nauczyć. Po drugie, po prostu, było mi tych Panów prawników i ich obwinionego troszkę żal. Jeździli miesiącami przez całą Polskę, namieszali ile wlezie, i zafundowali sobie niemal spektakularną klęskę – a rozwiązanie było bardzo proste.

Sąd Okręgowy, o dziwo, uznał moją opinię, pomimo tego że moim zdaniem, panowie prawnicy schrzanili wcześniej wszystko co mogli i, wbrew ich wysiłkom, uniewinnił obwinionego. I dlatego Pan Mezglewski poprosił mnie o rachunek, formalnie potwierdził cenę i kazał wysłać go do prawnika SPnD prowadzącego sprawę.

Sąd przyznał mi całość honorarium ale panom prawnikom przyznał tylko ułamek ich kosztów dojazdu, motywując to tym, że obwiniony mógł sobie zatrudnić prawnika który mieszkał bliżej Zambrowa. I chyba właśnie dlatego moje honorarium gdzieś… zniknęło po tym jak zapłacił je sąd. Przecież to nie fair aby sąd zapłacił mi ale „wielkim prawnikom” już nie.

Zasady księgowości dla prawników

Następną zasadą którą Pan Mezglewski musi się nauczyć – jest ta że jak ktoś wystawia formalny rachunek czy fakturę to musi się z niej rozliczyć przed Urzędem Skarbowym. Gdybym o tej zasadzie kiedykolwiek zapominał, to miałbym problemy np. jakiś „życzliwy” zadzwonił na linię interwencyjną Urzędu Skarbowego aby na mnie donieść, stawiając zarzuty podobne do tych które mi stawiali niektórzy wielbiciele Pana Mezglewskiego po tym jak oskarżył mnie i Tomka Motylińskiego o parę przestępstw.

Dlatego domagałem się rozliczenia z tego rachunku. Pan Mezglewski i pan prawnik SPnD zignorowali moje żądania, zapytałem Sąd w Zambrowie co się stało z moim honorarium. Dowiedziałem się że zostało przelane obwinionemu wraz z całością innych kosztów. Chciałem zapytać o to obwinionego ale od pana Mezglewskiego nie dostałem nawet jego nazwiska. Po tym jak uzyskałem w końcu jego dane z prokuratury, zażądałem aby zapłacił rachunek. Odmówił zapłacenia honorarium twierdząc że tych pieniędzy nie ma. Więc kto je ma?

Wycieczki dla SPnD

Nigdy nie byłem członkiem SPnD. Tomasz Motyliński też nigdy nie był. Ale wciąż zawracali nam głowę i namawiali nas do uczestnictwa w ich aktywnościach. Bez Tomasza nigdy na przykład nie trafiliby do telewizji bo Tomasz pożyczył im ISKRĘ do testów które miały być wielkim pokazem co to Pan Mezglewski nie potrafi i Tomasz też wprowadził go do telewizji. Wyszło jak zwykle. Nie chciało się przeczytać instrukcji obsługi urządzenia przed programem, mieli tylko slogany do zaoferowania i biegły zaproszony do programu całkowicie zatopił SPnD.

Główna aktywność członków SPnD polega jednak na tym, że jeżdżą dookoła Polski na sprawy członków SPnD a SPnD czasami zwraca „koszty podróży”. Jeżdżenie całym gangiem na rozprawy jest moim zdaniem głupie i kosztowne. Chyba lepszym pomysłem byłoby nauczenie się w końcu „moich tryków” (tzn. faktów i matematyki) a nie liczenie na to że Sąd się przestraszy bo się cały gang SPnD zjechał. Ta metoda może miała sens zanim sądy zaczęły z automatu, na mocy prawa nagrywać rozprawy. Teraz to zupełnie nie ma sensu. W moim przypadku, kiedy próbowali mnie zapraszać jako potencjalnego biegłego ad hoc, takie wycieczki zupełnie nie miały sensu bo kiedy pojawiałem się na rozprawie jako publiczność to nie mogłem potem być biegłym ad hoc. Ale, na kilka takich wycieczek dałem się namówić, w zamian za „zwrot kosztów”. Takie wycieczki krajoznawczo-sądowe to dla mnie były. Dzięki temu mogłem lepiej zdiagnozować problem w SPnD.

Jeżeli Pan Mezglewski nagle postanowił czy sobie przypominał że ten „zwrot kosztów podróży” w sumie 400 złotych nagle stał się zaliczką na poczet wynagrodzenia za opinię a nie zwrotem kosztów podróży jak napisano w przelewie, to trzeba było mnie o tym formalnie poinformować i żądać korekty, bo, przypominam jeszcze raz – ja mam obowiązek się rozliczać z rachunków i faktur które wystawiam i robię to bardzo rzetelnie. Nie wiem jak SPnD się rozlicza z faktur ale chyba w związku z tym problemem i donosem na mnie ktoś się tym chyba zainteresuje z urzędu.

Ale, nawet zgadzając się z tą fantazją – wciąż pozostaje pytanie co się stało z większością honorarium? Kto je sobie zatrzymał i dlaczego. To jakiś specjalny podatek jest czy coś? Jakiś formalny kwit mogę na to dostać aby się rozliczyć? Ktoś inny zapłacił za to podatek dochodowy? Przypominam – musiałem nalegać na wyjaśnienie sprawy właśnie dlatego że jakiś „życzliwy” doniósł na mnie do Urzędu Skarbowego. Błagałem zarówno Pana Mezglewskiego i prawnika SPnD aby to wyjaśnili bo takie zachowanie może im nawet grozić zakazem wykonywania zawodu prawnika. I nic. Potem donos na mnie do Urzędu Skarbowego.

Tutaj trzeba pamiętać – pisanie bzdur o mnie i Tomaszu Motylińskim że jesteśmy „cwaniakami” którzy próbują od ludzi bezprawnie wyłudzić kasę albo że ja „oszalałem” może też mieć ten efekt że różni „zwolennicy” Pana Mezglewskiego postanowili mu „pomóc” robiąc donosy na nas. Ktoś też mógł próbować wykorzystać sytuację. Dlatego, Panie wielki prawniku Mezglewski, trzeba się nauczyć czytać ustawy zanim się zacznie paplać oskarżenia w internecie, bezprawnie ujawniając też dane wrażliwe innych osób i prywatne rozliczenia finansowe. Gdyby Pan Mezglewski to zrobił, to by się dowiedział że Tomasz Motyliński miałby obowiązek zarejestrować zbiórkę gdyby to była zbiórka w gotówce albo naturze a nie na konto. Wiele osób to mówiło panu Mezglewskiemu i że się zbłaźnił tymi pomówieniami i nie potrafi nawet sprawdzić ustawy ani regulaminu serwisu który prowadzi zbiórkę – a on dalej swoje i słucha tylko swoich wielbicieli. O co tutaj chodzi – o wykreowanie jakiegoś internetowego męczennika? Jak w końcu Pan Mezglewski zostanie ukarany za te działania to będzie oznaczać co, że Janczewski jest ważniejszy od Ministra Ziobry wedle fanatyków SPnD? Kończ pan, wstydu sobie oszczędź. Miej litość nad swoimi wielbicielami bo namawiasz ich do popełniania karalnych czynów.

Dalszy ciąg

W następnym odcinku naszej mydlanej opery, pora chyba dokładnie wyjaśnić w końcu co takiego zaszło w Głównym Urzędzie Miar co spowodowało że Pan Mezglewski się bardzo na mnie i na Tomasza Motylińskiego obraził a potem zaczął nas oskarżać o różne przestępstwa. To jest nawet o wiele większa kompromitacja SPnD niż absolutnie karygodne stanowisko Prezesa SPnD co do wydarzeń w Poznaniu. Nie chciałem o całości zdarzeń mówić, próbowałem też powstrzymywać Tomasza, ale w związku z zachowaniem Prezesa Mezglewskiego staje się to kompletnie niemożliwe. Pan Mezglewski kompletnie się wygłupił, skompromitował całe środowisko rzeczników kierowców, a potem aby zaimponować swoim zwolennikom (i chyba aby się dowartościować) zaczął pisać kompletnie brednie o tym co to on sam niby osiągnął w GUMie. Były podziękowania zwolenników, pochwały pod niebiosa i podjudzanie do nienawiści do tych wszystkich którzy Panu Mezglewskiemu rzekomo chcieli ten sukces ukraść, w tym do mnie i do Tomasza Motylińskiego. I co teraz, gdzie te osiągnięcia? Co Pan Mezglewski ma do zaoferowania członkom SPnD poza podjudzaniem do nienawiści w stosunku do policjantów, urzędników, ustawodawców?

 

Sławomir A. Janczewski

Opublikowano w Komedia. Bookmark permalink.

7 komentarzy

  1. Wuj pisze:

    Dla mnie to absurd. Sądy same się kompromitują i słusznie się z nich szydzi. Matematyka w sądzie działa raz i tylko do następnego razu a sądowe uzurpatorki dalej działają. Raj dla biegłego. Wszyscy myślicie tylko o swoich interesach a nie o kierowcach i taka jest prawda. Ilu osobom bezinteresownie Pan pomógł?

    • faza pisze:

      Niebezpośrednio – grubym tysiącom którzy skorzystali z programów telewizyjnych, tej strony i innych narzędzi internetowych które były stworzone przeze mnie i Tomasza Motylińskiego. Nigdy nie obiecywałem pomagać całej Polsce w każdej sprawie bo to raczej by sensu nie miało. Pan ma jakieś umiejętności które rozdaje Pan za darmo codziennie przez lata jeżdżąc po całej Polsce czy to tylko ja mam taki obowiązek? Pan mnie uważa za frajera czy idiotę?

      Bezpośrednio też pomagałem, i wciąż za darmo, mniejszej liczbie. Moim warunkiem było że każda osoba która mnie prosi o darmową opinię ma złożyć zawiadomienie do prokuratury na biegłego – i tylko na takie sprawy się godziłem gdzie była duża szansa obalić opinię biegłego bo to dawało szansę rozwiązać problem raz na zawsze a nie codziennie odbierać telefony od osób poszkodowanych przez biegłych.

      Problem z SPnD polegał na tym, że to oni obiecywali „pomoc techniczną” za składki a jak się pojawiał biegły to często się stawało moim obowiązkiem albo Tomasza Motylińskiego walczyć z biegłym za darmo. A potem się okazało że Prezes SPnD się nawet pod skargą w sprawie biegłych nie podpisze – bo to „warcholstwo” niby.

      W tym jednym przypadku kiedy Pan Mezglewski i jego prawnik zażądali ode mnie normalnego rachunku i sąd ten rachunek zapłacił, to chyba są to moje pieniądze a nie kogoś innego, między innymi dlatego, że muszę się z wystawionej faktury rozliczyć z Urzędem Skarbowym, zwłaszcza kiedy ktoś Pan Mezglewski oskarża mnie o bycie oszustem finansowym a ktoś donosi na mnie do Urzędu Skarbowego.

      • wuj pisze:

        Owszem , nagłośniliście sprawę iskier . Tyle pomógł Pan że ludzie dowiedzieli się że mogą próbować powalczyć . Najczęściej z marnym skutkiem . W sytuacji obecnej jako bezstronny obserwator mam wrażenie że cała sprawa walki z iskrami czy innymi urządzeniami cały szum jest wykorzystywany do przyznam że męczącej już promocji książki i usług jako biegłego . Albo walczy się z systemem albo walczy się a przy okazji ubija interesy . Ten drugi typ walki w polsce jest znany i żle się kojarzy . Prezes stowarzyszenia też z przekazów medialnych sądząc ma sporo za uszami zwłaszcza w kwestii tej awantury w GUM . Co do sądów czy to w usa czy u nas to jak nie szanują obywatela i i ich nie należy szanować . Zadaje Pan pytania czego dowodzą stwierdzenia dotyczące sukienek sędzin . Dowodzą że kuszą i czegoś im brak , pijaństwo policji dowodzi zbydlęcenia , wykorzystywanie nieletnich jeszcze gorszych określeń . Ogólnie dowodzi to sitwy policyjno -sądowo -bandyckiej czyli upadku prawa lokalnie . Nie da się walczyć prawnie z bezprawiem w dodatku gdy sąd jest sędzią we własnej sprawie . Takie wyczyny kwalifikują się do działań stanowczych czyli wywleczenia z siedziby pozbawienia wszelkich praw w tym praw do jakichkolwiek pieniędzy a i godności ludzkiej pozbawiły sie same . Nikt nie oczekuje że będzie Pan jeżdził w każdej sprawie na swój koszt . Jednak wrażenie pozostaje że chce Pan zarabiać na tym całym zamieszaniu . Co do prezesa …znajomy mówił że pamięta go ze studiów i pochlebnie się nie wyrażał .

        • faza pisze:

          Kompletne bzdury.

          I ja i Tomasz Motyliński wywaliliśmy co najmniej kilkadziesiąt tysięcy własnych pieniędzy na tą zabawę jak nie kilkaset. Było nas stać bo jesteśmy specjalistami z branży IT – a to, czy się komuś podoba czy nie, jest lepiej płatna praca niż prawnik w Polsce. Żadnych usług biegłego nie sprzedawaliśmy. Robiliśmy to za darmo – ale jak ktoś od nas wziął rachunek a potem przedstawił go w sądzie to ktoś się musi z tego rozliczyć – zwłaszcza w sytuacji donosów do Urzędu Skarbowego.

          Jedyne co za to dostaliśmy to ględzenie że to jest naszym obowiązkiem pomagać każdemu za darmo w całej Polsce. Wciąż dostaję telefony typu:

          Mam JUTRO! rozprawę. Musi mi pan przygotować materiały i pytania dla świadków. Jak mówię że to trochę za późno a ja nie mogę tego robić dla całej Polski to się taki gość obraża. Potem łaskawie próbuje negocjować układ że kupi książkę jak mu to przygotuję. Ja mówię – ale przecież po to jest książka aby ludzie mogli ją kupić i się przygotować sami – dlatego promowałem książkę aby nam ludzie tyłka nie zawracali. To on odpowiada że on nie ma czasu książki czytać. Czyli – ja mam książkę rozdawać za darmo, płacić za nią autorowi z własnych pieniędzy a potem jeszcze jegomościowi ją przeczytać bo mu się nie chce.

          Podobne podejście było ze strony organizacji rzekomo reprezentujących kierowców. Oni obiecywali pomoc prawną i techniczną w zamian za składki. Przychodzi co do czego to moim obowiązkiem jest się wywiązać z ich zobowiązań bo oni nie rozumieją zagadnień technicznych.

          Chcieliśmy sprawę zakończyć poprzez pozew przeciwko biegłym którzy są odpowiedzialni za problem to nas oskarżono że skoro robimy to za własne pieniądze to jest to dowód że mamy w tym prywatny interes i „prywatne rozrachunki”.

          Tomek się wkurzył – powiedział basta – chcecie pozwów – to się zrzućcie na prawników. Rezultat – oskarżenia że próbujemy niby ludzi oszukać i donosy na nas do Urzędu Skarbowego – zanim nawet jakakolwiek kasa została zebrana.

          Więc Szanownemu Panu powiem tak: Jeżeli Pan nie jest w stanie pokazać że zrobił Pan przynajmniej 5% tego co zrobiłem ja albo Tomasz Motyliński, to moja rada jest taka: Jeżeli szuka Pan winnego tego że „sitwa policyjno-sądowo-bandycka” rządzi w tym kraju to niech się Pan popatrzy głęboko w lustro. Zobaczy Pan tam człowieka najbardziej odpowiedzialnego za ten stan rzeczy.

          I z tym akcentem mówimy Polsce Dobranoc. Ludzie tacy jak Pan zasługują na życie w kręgu ludzi takich jak Pan. Dla mnie świat jest duży i szeroki, i wcale nie muszę siedzieć w tym Polskim piekiełku.

          • Nie przesadzaj z tym kilkaset, ja policzyłem. Stanowczo kwota mieści się w w „kilkadziesiąt”. 🙂

            Co do reszty w 100% się zgadzam. Teraz wieszcze narodu mogą pokazać jak się znają, a my popatrzymy jak często polegną z powodu braku wiedzy technicznej. Mnie to bawi. Paradoksalnie ludzie, którzy chcą się czegoś nauczyć nadal wygrywają bez obecności prawników w sądzie. Wczoraj dostałem kopie kolejnego wyroku z podziękowaniem.

  2. wuj pisze:

    Sitwa policyjno- sądowo -bandycka panoszy się wyłącznie dlatego że ma na to pozwolone .Nie da się jej obalić prawnie czy merytorycznie . Jedynie działania na granicy prawa lub wprost siłowe mogą to zmienić . Jak działają sądy to większość wie , lokalny komendancik policji ,prezio sądu , pleban i burmistrz to klika i jeden drugiemu rodzinę zatrudnia . Syn burmistrza w sądzie , żona sędziego w policji , burmistrz broni sądu przed reformą gowina . Jeszcze doliczyć trzeba byłego esbeka komendanta SM . Jak mu emeryturkę obcięli to jak nic reaktywują SM . Tu nie chodzi o znanie się na pomiarach i za każdym razem ktoś będzie się kopał w sądzie . Chodzi o to aby wyeliminować wpływ policjanta na pomiar i jego wynik . Czyli radar ma być odporny ,sam ma wskazać kogo zmierzył a nie dochodzić czy ten się powiększył czy nie . Tak by chcieli biegli bo z tego żyją . Ja pytałem ,nie twierdziłem . Wrażenie pokreślam wrażenie ludzi jest takie żę macie interes w usunięciu obecnego sprzętu (słusznie ) i wprowadzenie innego . Przy czym właśnie zachodzi podejrzenie czy tak całkiem bez interesu to robicie . To jest cała przyczyna nieufności . To że prezes stowarzyszenia zrobił jak zrobił w GUM to sympatii mu nie przysporzyło ale może było coś cenniejszego od sympatii społeczeństwa . Kolega mówił że kojarzy go ze studiów i zdania dobrego nie ma o prezesie . Ja też staram się z dala trzymać od tego . Co ja zrobiłem . Może mniej ale na drugiej sprawie dowiedziałem się że poprzez to co zrobiłem w pierwszej lokalna policja ma 25 proc odmów przyjęcia mandatów . Nawet chyba nie kierowali wniosków do sądów .

    https://kontakt24.tvn24.pl/namierzony-przez-policjna-alfe-uniewinniony-przez-sad,1441969,ugc

    To że kwestie radarów są kryte bardzo wysoko to nie tajemnica . Nawet dziennikarze śledczy dostają prikaz odpuszczenia tematu .

  3. wuj pisze:

    Ja nie jestem przeciwnikiem was ani stowarzyszenia , piszę po to aby stało się jasne jak to odbierają ludzie z zewnątrz , na co to im wygląda . Nie wnikam ,nie gromadzę dowodów , piszę o odczuciach ludzi o czym mówią . Jak rachunek był a zapłacone jest 25proc to albo na tyle się umówiliście albo ktoś przywłaszczył sobie . Bez umowy nie sposób rozstrzygać .

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Uwaga: Jeżeli odpowiadasz na inny komentarz, naciśnij "Odpowiedz {autor} ↵" przycisk!
Przydatne Funkcje HTML:
<blockquote> Cytowany Fragment </blockquote>
<a href="URL Linku"> Opis Linku </a>