Czego się nauczyli w USA, a co my wciąż musimy

FB_Cut

Główny tekst książki jest już całkowicie przetłumaczony. Pozostały tylko załączniki, to jest podręczne tabelki, instrukcje, słowniczek. Książka już wkrótce będzie wydana.

Na samym końcu głównego tekstu autor napisał czego się nauczono w USA na temat właściwego stosowania prawa i radarów. Autor nazywa to Pięcioma elementami bezpieczeństwa publicznego na drogach. To co jest robione w Polsce jest dokładnie ODWROTNE do tego czego się nauczyli w USA co natychmiast widać po analizie tych pięciu elementów:

Inżynieria drogowa: Wraz z rosnącą popularnością samochodów w latach 1930, wkrótce stało się oczywiste że drogi muszą być projektowane aby przemieszczać dużą liczbę samochodów. Pierwszy system autostrad w Kalifornii w latach 1940 okazał się wielkim sukcesem. Dzisiaj, nowoczesne autostrady międzystanowe przecinają Stany Zjednoczone od Atlantyku do Pacyfiku i od Kanady do Meksyku. Ta sieć nowoczesnej inżynierii drogowej obniżyła skalę wypadków i ofiar drogowych o wiele więcej niż można sobie było wyobrazić w latach 1930. Musimy kontynuować przebudowę i przeprojektowywanie tego systemu wchodząc w następny wiek. Inżynieria drogowa to pierwszy krok do bezpieczeństwa publicznego.

Akty ustawodawcze: Prawa drogowe nadal się zmieniają, odzwierciedlając postęp, potrzeby i wymagania społeczeństwa i dalsze oczekiwania bezpieczeństwa. Rządy muszą ustanawiać prawa które są zarówno znaczące dla bezpieczeństwa i wspierane przez większość. Dobre prawa to MĄDRE prawa. Specyficzne, mierzalne, akceptowane, niezawodne i których można nauczyć. Jeżeli prawo nie zdaje testu MĄDROŚCI, to prawo raczej powinno być zmienione. Ustanawianie MĄDRYCH praw to drugi krok do bezpieczeństwa.

Edukacja: Niezbędnym jest aby edukować społeczeństwo co do potrzeby efektywnych radarów policyjnych w celach utrzymywania bezpieczeństwa. Zbyt często społeczeństwo postrzega radar policyjny jako uciążliwość. Radary policyjne co roku ratują setki ludzi przed śmiercią. Co więcej, zmniejszenie liczby rannych i szkód mienia jest nawet większe. Instytucje rządowe muszą także być edukowane że radar policyjny powinien być tylko używany do celów bezpieczeństwa. Instytucje rządowe które używają radar jako dodatkowe źródło dochodów powinny przeegzaminować swoje pobudki. Jest to niezmiernie ważne aby policjanci, oskarżyciele i sędziowie byli wyedukowani co do właściwego używania radaru policyjnego. Ten podręcznik studenta powinien być użyty jako wzór dla szkoleń dotyczących radarów policyjnych. Edukacja to trzeci krok do bezpieczeństwa.

Wyposażenie: W związku z postępem technologi, radar policyjny został znacząco ulepszony w ostatnich kilku latach. Te ulepszenia w jakości radarów policyjnych są rezultatem wysiłku prywatnej przedsiębiorczości, narodowego, stanowych i lokalnych rządów, policji i społeczeństwa. Dalsze testowanie, badania, ewidencjonowanie i szkolenia są niezmiernie ważne aby ulepszyć zarówno produkty jak i programy szkoleniowe. Nowoczesny sprzęt to czwarty krok do bezpieczeństwa.

Egzekwowanie: Jest to niezmiernie ważne aby funkcjonariusze policji szczerze wierzyli że ich wysiłki robią różnicę w bezpieczeństwie. W pełni dedykowani policjanci wiedzą że ratują życia, redukują liczbę rannych, strzegą mienie i stawiają przestępców przed sądem.

Aby zrozumieć np. co to znaczy mieć MĄDRE prawa, trzeba przeczytać książkę. W USA np. każdy może podważyć w sądzie zasadność ograniczenia prędkości na danym odcinku drogi jeżeli uważa że ograniczenie jest postawione w bezsensownym miejscu aby generować kasę dla jakiejś instytucji a nie w trosce o bezpieczeństwo. Aby to udowodnić, należy wykonać prosty test który mierzy z jaką prędkością statystyczny kierowca porusza się na danym odcinku. Zakłada się po prostu że 85% kierowców zawsze jedzie z bezpieczną prędkością a tylko 15% z niebezpieczną. Mierzy się prędkość 100 kolejnych samochodów, odrzuca 15 najszybszych. Ograniczenie powinno się mniej więcej pokrywać z prędkością 16go pojazdu. Jeżeli jest znacznie niższe to oznacza to że jest bezsensowne i można je podważyć w sądzie.

Widać tu od razu jak prawdziwe, działające prawo traktuje obywateli zamiast zakładając z góry że każdy to bandyta, pirat albo przestępca którego trzeba jakoś oszukać aby go ukarać, jak to się niestety praktykuje w Polsce.

reklama:
SquareAd_10fpsL

Poprzednie wpisy na podobny temat:

Opublikowano w policja, Polityka, Pretorianie, Sądy i oznaczono , , , , . Bookmark permalink.

6 komentarzy

  1. mike pisze:

    Ojjj… przydałaby się znajomość angielskiego i polskiej gramatyki panu tłumaczowi… Dedykowani policjanci? Dedicated officers, jak mniemam… To pracujący z poświęceniem funkcjonariusze. A strzegą nie mienie, a mienia. Kogo czego strzegą, w dopełniaczu, a nie biernik…

    • faza pisze:

      Po przetłumaczeniu przeczytam to wszystko jeszcze raz – bo faktycznie czasami się przetłumaczy jedno albo dwa słowa nienaturalnie.

      Będę się wciąż upierał jednak że jak ktoś chce walczyć o lepszy język polski to należy zacząć od głównych mediów – np. Gazety Wyborczej bo tam to dopiero robią fajne błędy. 😉

      A jak się Panu chce wojować o lepszy angielski w Polsce to polecam zajęcie się np. „specjalistami” którzy redagują konkursy dla dzieci i wedle których np. wyrażenie „I walked home on foot” jest błędne bo stwierdza dwa razy to samo, albo którzy uczą wymawiać dzieci „czIken” i „hIpo” ;).

  2. zgred pisze:

    Witam. Nie odniosę się wprost do artykułu, ale mam pytanie związane z tematem pomiarów – jak w cywilizowanym świecie rozwiązana jest kwestia pomiaru prędkości innego pojazdu, z jadącego radiowozu?
    U nas wiadomo króluje metoda „porównawcza”, wymagający od radiowozu pędzenia z tą samą prędkością co pojazd mierzony, co już samo w sobie jest kuriozalne – w imię poprawy bezpieczeństwa, policja sama temu bezpieczeństwu musi zagrażać (albo inaczej to ujmując – aby zatrzymać pirata, policja sama staje się piratem). Do tego system ten jest kompletnie niewiarygodny (co Pan już udowadniał) i dający pole do nadużyć.
    A więc – jak to się profesjonalnie robi na świecie? (wystarczy jakiś link, żeby nie tracić czasu na pisaninę)
    pozdrawiam

    • faza pisze:

      To co robi policja w Polsce przy pomocy tych na-oko-wideorejestratorów jest kompletnie bez sensu. Nie można tego nazwać pomiarem i na pewno nie jest to bezpieczne. To trochę tak jakby ktoś Jasiowi Fasoli dał samochód a ten wsadził głowę pod siedzenie, a tyłek na deskę rozdzielczą nogi przez kierownicę i tak jeździł.

      Zrównywanie prędkości w celach pomiaru było wymagane metodą przed-radarową w USA – ale potrafili prędkość faktycznie mierzyć z większej odległości z dokładnością kilka procent. W latach 60-tych została wynaleziona metoda pomiaru prędkościomierzem kontrolnym przy pomocy której można mierzyć szybszy pojazd, wolniejszy pojazd, pojazd jadący z naprzeciwka, z tyłu, z przodu, itd.

      Prosty komputer wymaga zmierzenia „w biegu” czasu jaki mierzony pojazd przebywa pewien dystans a potem przy pomocy jadącego radiowozu zmierzenia długości tego dystansu. Czyli – zupełnie nie trzeba się uganiać za „piratem” – no chyba że dopiero po pomiarze.

      Poinformowano mnie że próbowano tą metodą wprowadzić w Polsce ale GUM się nie zgodził bo to rzekomo było zbyt skomplikowane dla naszych misiów. 😉

      To wszystko jest jednak o wiele łatwiejsze przy pomocy radaru ale takiego który faktycznie się nadaje do pomiarów w ruchu. ISKRA się zupełnie do tego nie nadaje – z powodów które są szczegółowo wyjaśnione w książce.

      • zgred pisze:

        Dzięki za odpowiedź.
        „… szczegółowo wyjaśnione w książce” – rozumiem aluzję 😉 Cierpliwie poczekam więc na książkę (już od połowy lutego jestem w kolejce)
        Ale przy okazji jeszcze jedno. Właśnie nasunęło mi się, że dobrze by było mieć tą książkę również w formie elektronicznej, jako ebook. Taką wersję zawsze można by było mieć pod ręką (w końcu mamy erę smartfonów i tabletów, więc jest to możliwe) i skorzystać w razie potrzeby. Na przykład w ewentualnych kontaktach z policją. Choć w moim przypadku bardziej prawdopodobne – w kontaktach ze znajomymi (z policją mam raczej rzadko do czynienia, ale kiedyś „orżnęli” mnie na nienależny mandat; gdybym wtedy miał dzisiejszą wiedzę w temacie, to pewnie bym się tego ustrzegł). Często zdarzało mi się, że w towarzyskich rozmowach na temat pomiarów policyjnych czy SM/G ze zdumieniem stwierdzałem, że ludzie… bronią policji i ich sprzętu i pomiarów (słyszę „bo jakby nie mierzyli, to byłby burdel na drogach”), nie mając nawet świadomości jak bardzo mogą być robieni w bambuko. Gdy im rzecz objaśniałem, to zazwyczaj kręcili z niedowierzaniem głową. Dobrze by było mieć w takich sytuacjach pod ręką „dowód rzeczowy” w postaci omawianej książki, i dla uwiarygodnienia tego co mówię podeprzeć się stosownym fragmentem.
        Czy brał/bierze Pan pod uwagę wydanie jej również w wersji elektronicznej?
        Ja w każdym razie jestem chętny (oprócz wersji książkowej)
        pozdrawiam

        • faza pisze:

          Zamierzeniem nie była żadna aluzja ale właśnie przyjęcie do wiadomości (moje) że w sytuacji gdzie dokładnie wszystkie instytucje zaangażowane w sprawę (GUM, szkoleniowcy policji, tzw. „biegli” itd) są absolutnie niekompetentni, opowiadają bzdury, trzeba po prostu w końcu dostarczyć ludziom tego dowody a nie bić pianę w internecie.

          Dlatego nie opisuję już tych rzeczy szczegółowo ale wsadzam wysiłek w tłumaczenie książki. To co ja mówię łatwo atakować, atakowanie autorytetu instytucji federalnych w USA i czołowych uniwersytetów będzie raczej trudne bo tam faktycznie wykonano szczegółowe badania i na nich oparto wszystkie standardy używania radarów, lidarów i innych metod pomiaru prędkości.

          Finansowo książka prawdopodobnie się okaże porażką bo muszę autorowi płacić za prawo wydania książki w Polsce ale muszę to zrobić między innymi dlatego że już grożono mi pozwami o zniesławienie. Rzekomo zmyśliłem sam wszystko o czym piszę, nie ma i nigdy nie było żadnych problemów z cudownymi radarami z Rosji a policja jest tak wspaniale wyszkolona że nikt nie powinien podważać bezkarnie ich profesjonalizmu, itd, itp.

          Początkowo zamierzałem napisać własną książkę ale w tej sytuacji byłaby ona odrzucona przez „autorytety” jako oszczerstwa i być może uznana jako „dowód” rzekomego zniesławienia.

          Tutaj jestem ciekaw jak odrzucą to co tłumaczę jako oszczerstwa. Niby co, rząd USA konspirował od 40tu lat aby wrobić nasze „autorytety?”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Uwaga: Jeżeli odpowiadasz na inny komentarz, naciśnij "Odpowiedz {autor} ↵" przycisk!
Przydatne Funkcje HTML:
<blockquote> Cytowany Fragment </blockquote>
<a href="URL Linku"> Opis Linku </a>