Co Ma Wspólnego Drewniana Beczka na Piwo i Radar?

Biurokracje mają tutaj wszystko zapięte na ostatni guzik. Jak, ja, sławny wynalazca odwróconej baryłki, nie mogłem sobie poradzić, to jakie ty masz tutaj szanse jako bednarz. Prawie umarłem z głodu, a potem wymyśliłem to.

Biurokracje mają tutaj wszystko zapięte na ostatni guzik. Jak, ja, sławny wynalazca odwróconej baryłki, nie mogłem sobie poradzić, to jakie ty masz tutaj szanse jako bednarz. Prawie umarłem z głodu, a potem wymyśliłem to.

 

Tytułowe zdjęcie pochodzi z jednego z kultowych filmów ekipy Monty Pythona o nazwie „Jabberwocky”, opowiadającego o przygodach młodego bednarza (takiego speca od drewnianych beczek) w krainie skomercjalizowanego dogmatu, rzezi, korupcji i absurdu. Ten film, podobnie jak „Brazil”, „Święty Graal”, „Sens Życia” i reszta twórczości ich autorów lepiej niż cokolwiek innego obrazują to, co się dzieje dzisiaj w Polsce.

A to, co się dzieje dzisiaj w Polsce przerasta wszystko, co wyobrazili sobie pisarze zarówno najstraszniejszych horrorów, jak i najzabawniejszych komedii, ale jak ktoś w naszej Polskiej rzeczywistości jeszcze może… takie filmy oglądać, to je gorąco polecam.

Jakoś mi trudno preferować „dzisiejsze cytaty” nad Monty Pythonem. Jakoś nie ta sama klasa:

Nasi genialni „przedstawiciele” w niezwykle inteligentnym przedstawieniu w Sejmie.

Zagadnienie budowania beczki było jednym tematem tego filmu, ale co ma do tego radar??? A to że w Polsce wszystkie dzisiaj używane radary oraz wszystkie drewniane beczki podlegały dokładnie temu samemu rygorystycznemu procesowi standaryzacji i legalizacji, nadzorowanemu przez tą samą instytucję, a dokładnie Główny Urząd Miar.

Dzisiaj, ci wredni, natrętni, niegrzeczni reporterzy z kamerami TV kręcą się nieustannie wokół urzędników Głównego Urzędu Miar, ale zanim ja i koledzy z NielegalneRadaryDoKosza zainteresowaliśmy się przygodami tej instytucji, niewiele osób nawet słyszało o jej istnieniu. Jedyna wzmianka tej instytucji w popularnej kulturze pojawiła się, kiedy to Ferdek Kiepski z serialu „Świat Według Kiepskich”, grający rządowego biurokratę, otrzymuje, wśród wielu innych, zaświadczenie podbite przez „Główny Urząd Miar i Wiar z osobistą adnotacją Naczelnika sklepu rybnego w Pułtusku i z Okrągłą Pieczęcią Zakonu Ojców Oojców i z kontrasygnatą Dróżnika ze stacji Włoszczowa”. (Bardzo spodobała mi się ta nazwa, Główny Urząd Miar i Wiar, bo jakoś pasuje).

No ale, my tu śmichu chichu, ale przecież jakiś formalny proces musi być no bo gdzie bylibyśmy, gdybyśmy się nie trzymali właściwych procedur. Dlatego przeanalizujemy tutaj, jak w Polsce wyglądał rygorystyczny proces zatwierdzenia do użytku nie tylko radarów (o czym wystarczająco już na-marudziłem), ale także drewnianych beczek.

Legalizacja Beczek Na Piwo i podobne rzeczy

Wprowadzenie do użytku beczek reguluje szczegółowe Rozporządzenie Ministra Gospodarki z Dnia 7 Stycznia 2008 (Dz. U. Nr. 8 Poz. 50).

10000000000001940000007671564E53

Nie zaniedbano najmniejszego szczegółu:

1000000000000195000001720A26E8C8

10000000000001940000009A9D3F0A6E

100000000000027100000019333393F6

Ale, najważniejsze jest to, że ustawa chroni nas przed nieuczciwymi dostawcami beczek, którzy bez takiej ustawy na pewno, na pewno by kombinowali, aby produkować coraz to mniejsze beczki, czego na pewno nasz ciemny lud by nigdy nie zauważył. W końcu, dostarczone beczki mogłyby być nawet dwa razy mniejsze, po czym by kombinowano by, aby znaleźć, np. dwa razy mniejsze ogórki do ich wypełniania, co by doprowadziło do zagłodzenia ludu albo innego kataklizmu. Dlatego, jestem niezmiernie szczęśliwy, że nasi dzielni eksperci z Głównego Urzędu Miar przygotowali tą, jakże niezbędną ustawę, którą potem podpisał niemniej dzielny i wybitny Minister Gospodarki W. Pawlak.

Dlatego, szczegółowo zdefiniowano proces legalizacji beczki, aby ktoś przez przypadek nie dostarczał beczki, w której mieściłoby się np. 3% piwa albo miodu, albo wina mniej niż poprzednio.

100000000000019400000266DF97736D

Dalej, szczegółowo zdefiniowano także możliwe sposoby sprawdzenia objętości beczek podczas procesu legalizacji (pierwotnej – przed wprowadzeniem beczki do użytku, i ponownej czyli okresowej). Tak tak. Każda beczka musi mieć numerek, i papier. A za użytkowanie bądź nawet posiadanie takiego „przyrządu pomiarowego” bez papieru grozi surowa kara, na mocy „Prawa o Miarach”.

100000000000018A00000034D1983F84

100000000000018000000366C7566243

1000000000000183000002830E685B37

Przyznam się bez bicia, że bez takich drobiazgowych instrukcji ani ja, ani reszta polskiego ciemnego ludu, nigdy, przenigdy nie wymyślilibyśmy, jak sprawdzić objętość beczki na piwo, wino, czy miód, i dlatego ten szczegółowy i długotrwały proces legalizacji każdej beczki jest tak niezwykle konieczny i wymagający procedur trwających kilka dni dla każdej beczki – samo mierzenie, nie licząc jakże niezbędnej przy tym biurokracji wydawania poświadczenia zaświadczenia sprawdzenia i pokwitowania wydania zaświadczenia poświadczenia, itd. Toż taka beczka to wysoko zaawansowana technologia sprzed jedynie jakiś 2000 lat a nie byle coś, co byle jaki osioł jest w stanie zrozumieć. A zastosowane metody pomiarowe, to ho, ho!!! Coś na miarę wynalazków Archimedesa i jego epoki, bez szczegółowych instrukcji musielibyśmy go wskrzesić aby nam pokazał jak zmierzyć objętość beczki.

Na pewno, człowiek pijący to piwo z beczki doceni ten proces i chętnie zapłaci parę złotych więcej za każde piwo za ten wielki wysiłek zrobiony po to, aby go ktoś nie oszukał.

Czy ta „Legalizacja” niby naprawdę ma sens?

W tym miejscu na pewno jakiś lepszy cwaniak powie, że jak ktoś chciałby kombinować i „oszczędzać” kasę poprzez dostarczanie mniej miodu, wina, octu, czy piwa w beczce, to są na to lepsze i o wiele tańsze sposoby niż bawienie się w majstrowanie, aby wyprodukować mniejsze beczki. Na przykład, można do tych substancji dodać wodę, albo nic nie dodawać i twierdzić, że część wody z produktu musiała wyparować w transporcie. A jak ktoś stosuje testy na zawartość alkoholu np., to można dodać tam alkohol metylowy, który łatwo jest kupić jako tani płyn do chłodnic, co jest prawdziwym problemem z nierzetelnymi, przestęczymi dostawcami wina, a nie beczki o mniejszej objętości.  Podobną „sztuczkę” wynaleźli ostatnio dostawcy mleka w niektórych miejscach, poprzez odkrycie, że standardowe testy na zawartość protein w mleku można oszukać poprzez dodawanie melaminy, dość groźnej trucizny.

Czyli, ten lepszy cwaniak będzie twierdził, że są o wiele większe problemy niż beczki na piwo, wino, czy ocet wyprodukowane 2 czy 3 % mniejsze. Ale my takiemu cwaniakowi powiemy stanowcze FE!!!! Nie tylko jest on parszywym wrogiem klasowym ciężko pracującego biurokraty miast i wsi, ale się NIE ZNA na standaryzacjach, normalizacjach, kalibracjach, wzorcowaniu, zatwierdzeniach typu, legalizacjach pierwotnych i wtórnych czy obijaniu beczki gumowym młotkiem w celu usunięcia pęcherzyków powietrza. FE!!! „Spieprzaj Dziadu!!!!”

I tutaj zmierzamy do sedna sprawy, dlaczego ci sami eksperci, tak przejęci dokładnym mierzeniem każdej beczki na piwo, byli, no cóż, troszeczkę „mniej szczegółowi”, kiedy definiowali, jak dokładnie radar policyjny ma identyfikować mierzony cel i jak dokładnie powinno się to sprawdzić, zanim radar trafi w ręce policjanta, który przecież nie musi być ekspertem od budowy urządzeń pomiarowych, czy nawet od obstukiwania beczki na piwo młotkiem.

Kiedy zatwierdzano do użytku nasz sławny radar ISKRA-1, stosowne wymagania prawne dotyczące tej identyfikacji brzmiały następująco:

10000000000001910000006351812EA0

Dlaczego ci sami eksperci, tak przejęci prawidłowym zdefiniowaniem ~10 krokowego procesu mierzenia objętości beczki na piwo, potraktowali po macoszemu następujący dość istotny problem: Jak się mierzy samochód (czy beczkę) co albo kto ustala, który samochód (albo beczkę) się mierzy. W rezultacie, mamy zabawną sytuację, w której każda osoba w Polsce ma teraz odmienne zdanie, co to znaczy, wedle przepisów, że „konstrukcja przyrządu radarowego powinna umożliwiać identyfikację pojazdu, którego prędkość jest mierzona”.

Ja i, i jak pokażę, inni niekoniecznie wybitni Polscy mędrcy i filozofowie zastanawialiśmy się od lat jak w końcu rozwiązać ten problem raz na zawsze. Wedle najbardziej ekstremalnych z nich, być może, spece certyfikujący radary nie powinni pochodzić z tego samego kołchozu albo PGRu co spece certyfikujący średniowieczne beczki na piwo. Ale to temat na następny wpis, pod tytułem, „Co to w Końcu jest ta Iskra: Wieprz, Koń, czy Odrzutowiec???”

Ale, w międzyczasie, jest malutkie światełko w tunelu. Łaskawie nam panujący, niedawno zadecydowali, że takie średniowieczne drewniane beczki na wino, piwo albo ogórki, nie podlegają już procesowi legalizacji (gdzie każda beczka ma mieć świadectwo legalizacji i numerek) i że tylko metalowe i plastykowe beczki będą od teraz podlegać procesowi legalizacji. W tym celu wydano Rozporządzenie zmieniające rozporządzenie w sprawie wymagań, którym powinny odpowiadać beczki, oraz szczegółowego zakresu badań i sprawdzeń wykonywanych podczas prawnej kontroli metrologicznej tych przyrządów pomiarowych. uffff!!!

HURRA!!!!

Związek Zawodowy Konstruktorów Beczek w Końcu odżyje i nie będzie musiał sobie odrąbywać stóp i żebrać gdzieś pod kościołem, aby przeżyć!!! Może nawet sam Denis Bednarz otworzy tu w końcu interes, zamiast się użerać, pracując na saksach w krainie króla Brunona Wątpliwego.

Denis i Jego Beczka

Nie nie nie!!! To nie są eksperci Okręgowego Urzędu Miar pracujący nad legalizacją „przyrządu pomiarowego”, ale ekipa Monty Pythona!!! Zupełnie nie wiemy skąd się biorą te dziwne insynuacje!!!

Opublikowano w Biurokracja, Komedia, Pretorianie | i oznaczono , , , | Skomentuj

Bat Doskonały na Kierowców i Inne Zboczone Fantazje

ExhaustedSlave5

W wypowiedziach naszych przeciwników od dawna pojawia się krytyka, że rzekomo to ja i koledzy na NielegalneRadaryDoKosza wymyśliliśmy interpretację, że przepisy wymagają doskonałych przyrządów pomiarowych, które same wszystko robią, a potem na podstawie (że tego nie robią) zadeklarowaliśmy jakąś dogmatyczną, irracjonalną wojnę przeciwko bogu-ducha-winnym radarom (które przecież każda policja używa) i ich użytkownikom.

Jak już wielokrotnie wspominałem, te dogmaty pochodzą nie od nas, ale z wczesnych materiałów propagandowych na temat radaru ISKRA, które ktoś rozpropagował w prasie, a potem użył jako obowiązujące „prawdy objawione” radaru nie tylko podczas opowiadania bzdur mediom, w szopkach medialnych policji, ale także w dokumentach sądowych, w tym niektórych opiniach biegłych sądowych, a nawet w oficjalnej odpowiedzi na interpelację poselską. Cudowny radar sam wszystko robi, w każdej sytuacji, nigdy się nie myli, magicznie tylko mierzy ten pojazd o którym myśli „pan władza” a „pan władza” nic nie musi wiedzieć ani umieć, bo to taka doskonała magia jest, a lud się skarży w sądach i w mediach tylko dlatego że jest ciemny i nie rozumie radaru. W mojej sprawie sądowej, w swojej apelacji były już komendant policji miasta Krakowa upierał się, że sąd popełnił błąd, zezwalając na czytanie instrukcji obsługi radaru w sądzie, bo to robiąc to:

„stracił z pola widzenia dane charakteryzujące przedmiotowe urządzenie, dzięki którym pomiar jest doskonały”

Zobacz: Kult Wszechmogącego Radaru Doskonałego

Zezwolenie na to, aby takie bzdury stały się obowiązującą religią oczywiście jest wielką katastrofą i kompromitacją, za którą może zapłacić wiele osób, ale z punktu widzenia kierowcy zainteresowanego w dążeniu do państwa prawa, jakoś nie widzę powodów, aby moim głównym celem miało być chronienie tych, którzy te bzdury wymyślili, akceptowali czy propagowali i na ich podstawie wywnioskowali, czy zaakceptowali sytuację, że nie „było potrzeby” szkolić policji na temat poprawnego użytkowania radarów. Nie sądzę też, aby moim obowiązkiem było akceptowanie tego stanu rzeczy i godzenie się na to że na podstawie tych fałszywych dogmatów skazywano osoby, które nie mają potrzebnego doświadczenia technicznego, aby się przed tymi bzdurami wybronić. Jak się dowiaduję, te kompletne bzdury są wciąż cytowane w sądach jako „ekspertyzy” na podstawie których nadal skazuje się kierowców.

Propaganda w Prasie nt. Radaru Iskra-1

Popatrzmy na jedną z publikacji tych materiałów propagandowych policji, od których wszystko się zaczęło. Gazeta Wyborcza: „Rosyjski bat na polskich piratów drogowych”. Niemal każda linia tekstu to bezmyślna propaganda, która nie ma nic do czynienia z prawdą:

To ma być prawdziwy bat na piratów drogowych. Pochodzi z Rosji i jest uczulony na zbyt dużą prędkość. „Iskra”, czyli super nowoczesny radar jest już w rękach polskiej policji.

Fakty: Radar Iskra był wprowadzony do użytku w 1997 roku i był pierwszym tego typu produktem firmy SIMICON, założonej w 1991 roku. Jedenaście (dzisiaj siedemnaście) lat w elektronice to dość długi czas, ale o wiele ważniejsze jest to, że w tym okresie każdy na świecie zaczął używać telefony komórkowe, co spowodowało, że urządzenia, które były podatne na zakłócenia od bliskich urządzeń nadawczo-odbiorczych (w tym wszystkie radary) musiały być przeprojektowane, aby pracować poprawnie w obecności włączonego telefonu komórkowego. Wedle oryginalnej instrukcji, radar ISKRA na te zakłócenia nie był odporny, instrukcja ostrzega wręcz, że radar będzie pokazywał błędne pomiary w takich sytuacjach. Dokładnie w czasie (rok 2006) kiedy w Polsce uzyskiwano Zatwierdzenie Typu dla radaru ISKRA, na niemal całym świecie, w tym w Rosji, zaostrzono wymagania co do wszystkich urządzeń, aby były odporne na zakłócenia pochodzące od telefonów komórkowych. W związku z tym, SIMICON zbudował zupełnie nowy, dość radykalnie ulepszony ręczny radar o nazwie RADIS, który wygrywał liczne nagrody (np. najlepszy Produkt Rosji 2006 roku) i faktycznie był i jest eksportowany na wymagające rynki, np. do Kanady. Zawiera on wszystkie potrzebne funkcje do tego aby poprawnie używać radar ręczny, zgodnie z regułami sztuki, np. Doppler Audio bezwzględnie wymagane od wszystkich ręcznych radarów sprzedawanych w Ameryce Północnej.

Zamieszanie i propaganda dotycząca radarów w Polsce, co ciekawe, uniemożliwiła bądź znacznie opóźniła zatwierdzenie tego urządzenia do użytku w Polsce. Główny Urząd Miar początkowo odmówił Zatwierdzenia Typu nowego, ulepszonego radaru ręcznego RADIS, głównie dlatego, że jednoznacznie nie identyfikuje mierzonego pojazdu, wbrew temu że RADIS, w odróżnieniu od ISKRY, ma wiele funkcji które pozwalają wyszkolonemu policjantowi identyfikować co mierzy (Doppler Audio czy możliwość wyboru czy chce się mierzyć najszybszy czy najbliższy pojazd).

Rezultatem tego bałaganu było uniemożliwienie importu nowego, ulepszonego produktu i propagowanie jako „supernowoczesnego” produktu przestarzałego, który nie spełnia norm prawnych nawet w tej rzekomo „zacofanej” Rosji. Jaki to ma sens dokładnie??? Ale tu mowa o polskich biurokracjach więc szukanie sensu w tym wszystkim, no cóż, po prostu nie ma sensu.

Tutaj trzeba wspomnieć, że wedle polskiego podręcznika radaru ISKRA i twierdzeń polskiego dystrybutora, radar ten wykrywa zakłócenia i w takim wypadku nie wykona pomiaru. (To twierdzenie nie istnieje nigdzie w rosyjskojęzycznej albo angielskojęzycznej wersji podręcznika). Rzekomo, ISKRA przeznaczona na rynek polski została przeprojektowana, aby być odporną na zakłócenia, nie pokazywać błędnych pomiarów i spełniać w ten sposób wymagania prawa polskiego. Wszystko byłoby wspaniałe, gdyby to było prawdą, ale prawdopodobnie nie jest, bo przeczy temu informacja z firmy Simicon, producenta radaru. Pewien czas temu dotarłem do oficjalnej odpowiedzi na ten temat autorstwa Dyrektora Generalnego Firmy Simicon, I. Barskiego, w której pisze:

„Nasze przedsiębiorstwo produkowało kilka modyfikacji przyrządu „Iskra-1”, dostosowanych do konkretnych potrzeb regionów, do których są dostarczane. Przy tym, charakterystyki metrologiczne (zakres i błąd mierzenia prędkości) tych wszystkich modyfikacji są jednakowe.

Pismo potem wymienia zmiany, które zrobiono w wersji na rynek polski, które nie dotyczą niczego, co radykalnie ulepszyłoby odporność na zakłócenia czy zmieniło funkcjonalność urządzenia dotyczącą wykrywania błędnych pomiarów.

Nie publikowałem tego, czekając na rozpatrzenie sprawy w prokuraturze, którą o tym poinformowałem. W związku z tym, że te dogmaty „radaru doskonałego” są nadal forsowane w sądach, uważam, że mam obowiązek to pismo wraz z tłumaczeniem upublicznić, bo zatajanie tego przed osobami, które walczą z tym problemem w sądzie i przed sądami nie jest fair. Te rzeczy muszą być ocenione w końcu w sądzie – ja nie mam prawa sam tego oceniać, ale też nie mam prawa tego zatajać. Poza wieloma innymi problemami z tym domniemanym ulepszaniem ISKRY-1, radykalne ulepszenie przyrządu, na specjalne zamówienie z Polski, byłoby raczej kosztowne i ekonomicznie kompletnie bezsensowne w czasie kiedy ten sam producent już miał nowszy, ulepszony produkt. Każda radykalna zmiana produkowanego urządzenia (zwłaszcza dotycząca krytycznego problemu wykrywania błędów) powinna skutkować w powtórzeniu wszystkich testów producenta i certyfikacyjnych, które wykonane rzetelnie, jest dość długie i bardzo kosztowne. Tak samo kosztowne jak zmienianie linii produkcyjnej aby produkować kilka/kilkaset modyfikowanych urządzeń. Po co producent miałby to robić, skoro miał już ulepszony i przetestowany nowy produkt? Dalej w artykule czytamy:

Z pozoru zwykła „suszarka” w rękach policjanta stojącego przy drodze. Szybko zmieni zdanie jednak ten, kto zobaczy jak działa „Iskra”. – Można mierzyć prędkość samochodu od przodu i od tyłu. Można go używać w pościgach, bo mierzy prędkość pojazdu nawet z wnętrza radiowozu – mówi Arkadiusz Delekta z lubelskiej drogówki. Co ciekawe dla „Iskry” nie ma znaczenia czy w polu jej działania jest jeden czy więcej samochodów – Mierzy prędkość jednego auta w ciągu 0,17 sekundy – zapewnia Delekta i dodaje, że policjanci są zachwyceni, a kierowcy w szoku.

Fakty: A czy aby nie należałoby się tutaj zastanowić prędkość którego jednego auta tak mierzy???? To że dla rzekomo dla Iskry nie ma znaczenia czy w polu jej działania jest jeden czy więcej samochodów, to kompletna, niewyobrażalna wręcz bzdura, która przeczy nie tylko wszystkim badaniom i znanym faktom nt. radarów Dopplera, ale także podręcznikowi samego radaru ISKRA-1. W szczególności, najpoważniejszym znanym problemem jest tzw. błąd patrzenia w dal gdzie operator myśli, że mierzy obiekt np. 300m przed sobą, a w rzeczywistości mierzy obiekt oddalony o 500 czy więcej metrów. Kiedy radar Dopplera jest użyty wzdłuż drogi, niemożliwe jest wizualne rozróżnienie, który obiekt został zmierzony pojedynczym pomiarem radaru, ten oddalony o 200, 300, 400 czy 500, czy 1000m. Niemożliwe jest także wizualne wyeliminowanie błędów będących wynikiem wielokrotnego odbicia wiązki radaru bądź rezultatem zakłóceń elektromagnetycznych. Z tych powodów, prawo każdego poważnego kraju specyficznie zabrania karania kierowców na podstawie pojedynczego pomiaru radarem. Każdy taki pomiar musi być poparty obserwacją zachowania kierowcy (np. wyprzedził trzy samochody po kolei na dystansie 500m) i/lub kilkakrotnym pomiarem. To nie jest mój wymysł ale jest to oparte na formalnych badaniach, opiniach prawnych w USA i materiałach szkoleniowych policji w USA. W związku z tym że są to materiały udostępnione do rozpowszechniania, zamierzam je tutaj wkrótce udostępnić w odrębnym wpisie. Jeżeli ktoś je formalnie przetłumaczy, proszę o kopię aby inni mogli to wykorzystać w polskich sądach. Teoretycznie, byłoby możliwe zaprojektowanie droższego radaru który obliczałby odległość do pojazdu którego prędkość zmierzono. Ale gdyby się to robiło, to cały sens tej zabawy powinien prowadzić do tego aby tą odległość wyświetlić, aby operator wiedział co mierzy. Dalej w artykule:

„Lubelscy policjanci szybko przekonali się jak skuteczna jest Iskra i że oprócz łapania przestępców potrafi też nieźle zarobić. – W ciągu pół godzinnego patrolu jednego dnia nałożyliśmy mandaty na blisko 2 tysiące złotych – mówi Arkadiusz Delekta i jak zapewnia nie ma znaczenia, że sprzęt pochodzi z Rosji – Niektórzy się z tego śmieją ale ważne, że radar naprawdę działa.”

Zakładając, że typowy mandat za przekroczenie prędkości to 300 zł to mowa tutaj o 7-miu mandatach w pół godziny, czyli jeden mandat na 4 minuty. Zauważmy, że nikt nie zastanawia się tutaj, dlaczego do czasu pojawienia się „supernowoczesnego radaru” trzeba było czekać pół godziny czy godzinę na pojedynczego kogoś do ukarania. Nie ma żadnych dyskusji na temat tego czy policjant w ogóle wiedział co albo kogo mierzy, albo że ktoś go wyszkolił jak to robić poprawnie. Nic, tylko wielka radość, że wystarczy wyjąć i nacisnąć i nic nie myśleć co się robi i radar zawsze pokaże co trzeba, a co więcej, każdy potraktowany tym batem „jest w szoku” a to jest najważniejsze, bo przecież najważniejszym celem jest batożenie nas, kierowców.

Fantazje Bata na Kierowców

Tutaj, na koniec, ośmielę się skomentować tą terminologię „bata na kierowców” i innych Polaków-kułaków o którym marzy ostatnio każdy polski policjant i każdy biurokrata. To wszystko dla mnie brzmi trochę jak walka PRLu z „kułakami” albo „psami łańcuchowymi kapitalizmu”, itd. Wszystko się zaczyna sypać bo system jest nadzorowany przez… „niezbyt mądrych” osobników, ale skoro oni sami siebie nie będą winić za cokolwiek, w tym przypadku bałagan w budowie dróg, co czyni nas jednym z najbardziej zacofanych krajów w Europie, to trzeba znaleźć jakiegoś „wroga ludu” którego można za wszystko winić, wychłostać, albo może spalić na stosie. Przeczytajmy sobie co to takiego ten bat:

pl.wiktionary.org: Bat: przyrząd do popędzania zwierząt i niewolników

pl.wikipedia.org: Bat: narzędzie złożone z rzemienia i sznura na pręcie lub kijku, stosowane do popędzania zwierząt, dawniej do wymierzania kar cielesnych

Nie wiem, który z rządowych czy prasowych geniuszy wymyślił te fantazje, ale uważam, że mówię w imieniu wszystkich polskich kierowców, kiedy odpowiem:

Nie jestem chamie twoim niewolnikiem albo kobyłą, aby pozwalać na używanie w stosunku do mnie takiego języka, albo na fantazjowanie o karach cielesnych w stosunku do mnie, albo innych kierowców. Tylko kompletnie bezwartościowy debil, któremu się wydaje, że jest jakimś totalitarnym panem na zamku, używa takich wyrażeń i marzy o takim karaniu innych – zwłaszcza w krainie pod wezwaniem „chłop żywemu nie przepuści”, bo to niemal na pewno doprowadzi w końcu do jakiegoś bolesnego i kosztownego dla wszystkich odwetu. Zamiast marzyć o takich „uciechach” w stosunku do mnie i innych kierowców, gorąco polecam naukę i praktykę czytania – instrukcji, prawa, standardów technicznych, itd.

Opublikowano w Biurokracja, Pretorianie | i oznaczono , , , , | 1 Comment

Polska Policja łapie najszybszy samochód na świecie

Lucza1

Lucza2

Wiem co myślicie. Jakiś Ferrari zabłądził i z niemieckiego autobahnu, trafił do nas gdzie go przyłapała nasza policja i wlepiła mandat.

Nic z tego. Polski i to nie nawet samochód, ale furgonetka. I to z przyczepą. I w zimie na mokrej, zamarzającej drodze. Polak jak widać potrafi.

Stop klatki pochodzą z dowodów przedstawionych w sądzie, na podstawie których ukarano kierowcę samochodu dostawczego.

Otóż drodzy państwo, wedle tych dowodów, na podstawie radaru, najprawdopodobniej ISKRA (uważanego za świętą relikwię przez naszą policję), ta oto furgonetka przyspieszyła z prędkości 50 km/h zapisanej o czasie 15:20:30.02 do prędkości 73km/h zapisanej w momencie czasowym 15:20:30.06. Czyli mamy do czynienia z przyspieszeniem 23km/h w 0.04s, co odpowiada przyspieszaniu 0 do 100 km/h w czasie 0.17s.

Właśnie pobiliśmy rekord Guinnessa w przyspieszeniu. I to wielokrotnie. Bo jak dotąd, rekord należał do Johna Kiewicza, który w samochodzie Hennessey Venom GT przyspieszył od 0 do 300 km/h w około 14 sekund. Czyli, poprzedni rekordzista potrzebował średnio około sekundy, aby przyspieszyć o 23 km/h. Nasz rekordzista zrobił to w furgonetce z przyczepą w 4 setne sekundy, czyli 25 razy szybciej.

Teraz w imię polskiego patriotyzmu możemy się domagać uznania naszego rekordu, ale obawiam się, że nie trafi on do kategorii najszybszego pojazdu, ale do kategorii najgłupszych rzeczy przedstawianych przez policję jako dowody w sądzie.

Co te dowody tak naprawdę udowadniają:

Teraz będę musiał trochę przynudzać i wyjaśnić co tu się stało.

Radar, jak zresztą każde inne urządzenie pomiarowe, nie jest nieomylny. Radar jest podatny na szereg czynników które, dość często dają kompletnie błędne chwilowe pomiary. Najważniejsze takie czynniki to:

W związku z tym, że pojedyncze pomiary radarem często są kompletnie błędne, że jest to powszechnie wiadome, prawa każdego normalnego kraju zabraniają karania kierowców na postawie pojedynczego pomiaru albo wymagają dokładnej identyfikacji co i kiedy radar mierzył. W Polsce, teoretycznie, prawo wymaga spełnienia identyfikacji co i kiedy się mierzyło, ale tak naprawdę ani GUM ani policja się tym wymaganiem nie przejmuje, kompletnie łamiąc obowiązujące prawo.

Obserwując wideo widać dokładnie co się stało: System zrobił kilka pomiarów pokazujących 49km/h albo 50 km/h. Potem dostał pojedynczy pomiar 73 km/h i skoro 73 km/h jest „lepsze” niż 50 km/h, przestał odnotowywać dalsze pomiary. „Zaklepaliśmy” 73 i mamy frajera. Takie funkcjonowanie radaru i rejestratora jest kompletnie idiotyczne, wbrew zasadom sztuki i bezprawne, bo nawet wedle naszego prawa konstrukcja przyrządu radarowego powinna umożliwiać identyfikację pojazdu którego prędkość jest zmierzona.

Na jakiej podstawie stwierdzono, że pojedynczy (wyraźnie błędny) pomiar nie był wynikiem zakłóceń elektromagnetycznych albo wielokrotnych odbić wiązki radarowej? Przy takiej odległości dokonywania pomiarów (pojazd nawet nie jest widoczny) można śmiało założyć, że co najmniej 50% pomiarów będzie błędnych. Radary użyte z tej odległości powinny być tylko po to, aby funkcjonariusz mógł obserwować podejrzany pojazd i się przygotować do wykonania właściwego (dowodowego) pomiaru.

Na jakiej podstawie stwierdzono w tym przypadku, że ten pojedynczy pomiar odnosi się do furgonetki, a nie do samochodu osobowego za furgonetką, który ją dogania, zwłaszcza w związku z tą charakterystyką radaru ISKRA i podobnych, wyraźnie opisanej w instrukcji (której jak wiem żaden policjant nie przeczytał):

Podręcznik radaru ISKRA (Str. 3, Rozdział 2) mówi:

„Przy dokonywaniu pomiaru prędkości najszybciej jadącego pojazdu na tle grupy, osoba dokonująca pomiaru musi mieć bezwzględną pewność o trafnej ocenie wizualnej wyróżniającego się wyższą prędkością pojazdu.”

Bębnimy o tych sprawach już od lat, ale nikt się tym za bardzo nie przejmuje. Niemal wszyscy którzy czytają nasze materiały tutaj i na NielegalneRadaryDoKosza wygrywają w sądzie. Ci, co tego nie zrobili niemal zawsze przegrywają. Większość płaci mandaty dla świętego spokoju, bo to jest tańsze niż procesowanie się z id… funkcjonariuszami „uzdolnionymi inaczej”. Jak zwykle, zabawa w „prawo” w Polsce polega na szukaniu frajera no i chyba tak zostanie. Ja i inni złożyliśmy zawiadomienia w prokuraturze w tych sprawach domagając się, między innymi, aresztowania urzędników GUMu którzy naszym zdaniem świadomie poświadczyli nieprawdę w dokumentach przedstawianych w sądach jako dowody. Co więcej możemy zrobić? Samo-podpalić się w proteście przed Głównym Urzędem Miar czy też siłowo przejąć budynki rządowe tak jak to zrobiono na Ukrainie, co było popierane przez nasz rząd, tak długo jak „ich” kibole to robili, a nie ci drudzy.

Jak wielokrotnie pisałem, ja takich metod nigdy nie popierałem i nie będę popierał, bo to nie prowadzi do niczego dobrego i nigdy nie będzie. Albo państwo opiera się na pisanym prawie i procedurach sądowych, albo rządzą ci, co potrafią najgłośniej wrzeszczeć, najlepiej kraść i kłamać, i najdalej rzucać koktajlami Mołotowa, a wszyscy normalni ludzie taki kraj omijają jak mogą, a jak nie mogą, to mu utrudniają egzystencję jak mogą, między innymi traktując policję jak gangsterów.

I właśnie ten proces wydaje się być niejako wiecznym przekleństwem każdego kraju słowiańskiego.

 

p.s. Wideo pokazuje jeszcze jeden fajny „kwiatek”, dowód na to że konfiguracja użytego systemu generuje nie dowody a ładnie wyglądające pozory dowodów. Zobaczymy ile osób to zauważy. Napiszę o tym kolejny wpis.

Opublikowano w Komedia | Skomentuj

Co Jeszcze Okpiono w Certyfikacji Radarów???

ConformalCoating

Podsumowanie

Według dokumentacji producenta, radar ISKRA także nie spełnia polskich wymagań odporności na wilgotność powietrza. Natomiast, Główny Urząd Miar, rzekomo po wykonaniu właściwych badań, zaświadczył, że te wymagania zostały spełnione. Tutaj opiszę dokładnie, jak to się stało. Wymagane testy po raz kolejny kompletnie wykpiono a na podstawie kompletnie okpionych testów, bezprawnie poświadczono coś, czego sam producent urządzenia nigdy nie poświadczył.

Moim zdaniem, ujawnione problemy udowadniają ponad wszelką wątpliwość, że całość dokumentów certyfikacyjnych wystawianych przez Główny Urząd Miar należy natychmiast uznać za oszustwo i za fałszerstwo i tak należy traktować wszystkie dokumenty wystawione przez Główny Urząd Miar i przedstawiane jako „dowody” w sądach.

O co chodzi z odpornością na wilgotność.

Im dłużej przyglądam się tym sprawom, tym bardziej się okazuje, że o wiele łatwiej byłoby chyba wyliczyć rzeczy, których NIE okpiono. Dosłownie każda rzecz, której ktoś się przyjrzy, każdy parametr techniczny, który powinien być sprawdzony podczas certyfikacji, każdy protokół badań, okazuje się kompletną kpiną.

W jednej ze spraw sądowych dotyczących pomiarów dokonywanych radarem ISKRA a dokładnie w sprawie Tomka Motylińskiego, pojawił się wątek odporności na wilgotność. Na początku wydawało się to dość prozaiczne. Dokumenty z IMGW pokazały, że w czasie i miejscu wykonywania pomiaru wilgotność względna powietrza wynosiła 99%, co jest poza opublikowanym przez producenta zakresem pracy ISKRY. Czyli, po raz kolejny użyto radar niezgodnie z instrukcją. Ale, czy jest to na prawdę taki duży problem, czy tylko „czepianie się” szczegółów? Aby odpowiedzieć na to pytanie, przebadałem dokumentację ISKRY po raz kolejny.

Chyba oczywiste jest, że ręczny radar do pomiaru prędkości powinien być odporny na wahania temperatury i wilgotności, a zwłaszcza na kondensację wilgotności. Np. taka sytuacja, policjant mierzy radarem ISKRA w niskich temperaturach, potem wchodzi do samochodu, w którym grzeje się (i co ważne oddycha) drugi policjant, co oznacza, że powietrze wewnątrz samochodu jest bardzo wilgotne. A potem bierze ten radar znowu na zewnątrz, aby zmierzyć komuś prędkość. Albo odwrotna sytuacja. Policjant siedzi w klimatyzowanym radiowozie (temperatura powiedzmy 18 stopni), potem wychodzi z radarem na zewnątrz, gdzie jest wyższa temperatura i wysoka wilgotność. W obu takich sytuacjach nastąpi kondensacja pary na chłodniejszych elementach radaru – w tym elektronicznych płytkach drukowanych. Jeżeli nie są one przed tym właściwie zabezpieczone, no to mamy problem.

Jak się rozwiązuje problem kondensacji wilgoci?

Oczywiście, jest to bardzo prozaiczny problem do rozwiązania. Gdyby nie było prostego rozwiązania problemu kondensacji wilgoci na elektronice, to np. nie mielibyśmy telefonów komórkowych, albo mielibyśmy bardzo fajne przygody z nimi w sytuacjach opisanych powyżej.

Niektórzy ludzie myślą, że jedynym rozwiązaniem jest umieszczanie elektroniki w hermetycznych obudowach. To jest kompletna bzdura. Kompletnie hermetyczna obudowa jest ciężka i droga. A „prawie” hermetyczna obudowa jest o wiele gorsza niż żadna. Dlaczego? Dlatego że wahania ciśnienia i temperatury na zewnątrz takiej prawie hermetycznej obudowy w połączeniu z nieumiejętnie wykonanymi albo lekko uszkodzonymi uszczelkami powodują, że uszczelki działają jak zawory pompy. Wilgotne powietrze wchodzi do wewnątrz, kiedy różnica ciśnienia jest wystarczająco duża, woda skrapla się, a powietrze wychodzi. Sam widziałem taką „hermetyczną” obudowę komputera samochodowego napełnioną wodą. Problemem była źle zaprojektowana, plaska uszczelka.

Dlatego ten problem rozwiązuje się inaczej. Wojskowa elektronika jest wypełniana żelem albo żywicą (czyli nie ma tam pustych luk ani powietrza). Dla cywilnej elektroniki opracowano inny sposób, który jest niemal równie dobry. Wszystkie płytki drukowane w urządzeniach, które mają być odporne klimatycznie pokrywa się cienką warstwą akrylową, silikonową, albo poliuretanową. (tzw. conformal coating).

Te ochronne warstwy nakłada się za pomocą specjalnych maszyn albo ręcznie, za pomocą sprayu w przypadku małych ilości urządzeń do zabezpieczenia. Tytułowy rysunek pokazuje zdjęcie reklamowe takiego sprayu. Substancje do ręcznego nakładania zawierają także specjalny środek, który powoduje, że powłoka zmienia kolor pod wpływem światła ultrafioletowego. Pozwala to na wizualną inspekcję powłoki, czyli sprawdzenie czy powloką pokrywa wszystko to, co ma pokrywać, a nie pokrywa np. pozłacanych kontaktów płytki drukowanej.

Jak taka powłoka wygląda, można się samemu przekonać rozbierając każdy telefon komórkowy.

Polskie wymagania odporności na zmiany temperatury i wilgotności

Ręczny radar, non-stop wynoszony z radiowozu, i z powrotem do radiowozu, powinien spełniać takie wymagania o wiele bardziej, niż np. telefon komórkowy. No bo telefon można np. trzymać pod płaszczem a z radarem tak raczej robić się nie da.

Polskie prawo jak najbardziej wymaga dużej odporności radarów na te czynniki. Rozporządzenie Ministra (Dz.U. Nr 15 Poz. 129 z dnia 20 stycznia 2004), które obowiązywało, kiedy sporządzano Zatwierdzenie Typu urządzenia ISKRA, mówi o następujących warunkach, w których sprawdza się dopuszczalne błędy:

§ 21. Ustala się następujące warunki odniesienia:

1) zakres temperatury, co najmniej od 0 °C do +50 °C;

2) wilgotność względna powietrza w zakresie od 20 % do 95 %;

Dane producenta co do odporności na temperatury i wilgotność

W polskiej instrukcji napisano:

PL_wilgo_temp

W oryginalnej, rosyjskiej instrukcji, jest to nawet bardziej interesujące, a to dlatego, że odporność na wilgotność jest sprecyzowana jako do 90% „bez kondensacji wilgotności”.

RU_Wilg_Temp

Sprawa „kreatywnego” tłumaczenia instrukcji radaru ISKRA to temat rzeka – będzie na ten temat oddzielny wpis.

To jest naprawdę niepokojące, bo najprawdopodobniej świadczy o tym że ISKRA (wbrew zdroworozsądkowym oczekiwaniom) nie jest odporna na kondensację. Raczej niemądrym jest oczekiwać, że produkt ma lepsze charakterystyki, niż te podane przez producenta. To się zbyt często nie zdarza. Sam jestem dość zaskoczony, że Rosjanie, ze swoim klimatem, dopuściliby do użytku radar, z którym policjant musi uważać, aby nie doprowadzać do kondensacji wilgotności.

Jak Główny Urząd Miar sprawdził te rzeczy

W związku z tym, że sam producent twierdzi, że ISKRA jest odporna na wilgotność do 90% i to tylko bez kondensacji, czyli wedle tego nie spełnia polskich wymagań, należałoby oczekiwać, że Główny Urząd Miar sprawdził te rzeczy niezwykle starannie, zanim wydal dokumenty poświadczające, że ISKRA wszystkie polskie wymagania spełnia i na pewno nie będzie np. pokazywać bzdur no bo policjant właśnie wyszedł z radiowozu, aby mierzyć prędkość. Zobaczmy więc, jak te badania zrobiono.

Całe te badania odporności urządzenia ISKRA na temperaturę i wilgotność to po kilka stron protokołu. Dla urządzenia ISKRA-VIDEO następne kilka stron. Najważniejsza strona to ta (zaciemniłem nazwiska i podpisy):

ISKRAProtTempWilg

Jak widać, dla urządzenia ISKRA, przetestowano 4 stany stabilne (stała temperatura i wilgotność przez 1 do 2 godzin) i kilka stanów przejściowych, na przykład spadek temperatury od 19,3 stopni do 17,4 stopni. Tak małe stany przejściowe w testach są zadowalające dla urządzeń, które używa się tylko wewnątrz pomieszczeń, ale są raczej niewystarczające dla urządzenia, które jest używane tak jak policyjny radar, z powodów problemów z kondensacją wilgotności na elektronice, które opisałem. Ale, zignorujmy to przez moment, zakładając, że być może po prostu źle czytamy ten raport.

Jedyną sytuacją, w której testowano wysoką wilgotność, był stan 50±1°C i 85±5% wilgotności. To ± wynika z tego, że taka jest dokładność (niepewność pomiaru) termo-higrometru LB-701, którego użyto do weryfikacji temperatury i wilgotności. Co więcej, użyto higrometr LB-701 poza jego zakresem, który dla temperatury 50°C wynosi 10…60% wilgotności. Pomiar wykonany poza zakresem pracy miernika podanym przez producenta jest kompletnie nieważny. Jeżeli producent podał taki zakres to oznacza to, że poza zakresem błędy pomiaru będą bardzo duże i nieprzewidywalne. Samo to w całości unieważnia wykonane badania.

WilgLB-701

Czyli, jedyne co sprawdzono, to zachowanie się radaru ISKRA w stabilnym stanie temperatury i maksymalnej wilgotności BYĆ MOŻE 85% (czego wykonane pomiary na pewno nie gwarantują, ignorując fakt użycia LB-701 poza zakresem należałoby przyjąć 80%).

To nie stanęło jednak na przeszkodzie, aby poświadczyć w dokumentach legalizacyjnych, że ISKRA jest odporna na wilgotność do 95%, jak wymaga polskie prawo i wbrew dokumentacji producenta. A potem policjant używa urządzenie w wilgotności 99%.

Niech mi teraz ktoś wytłumaczy, dlaczego urzędnicy, którzy wystawili te dokumenty, nie siedzą jeszcze w wiezieniu, a policjanci, którzy nie znają instrukcji obsługi urządzeń nie są karani grzywną, tak jak nakazuje prawo?

Polska praworządność

Urzędnicy i politycy wciąż narzekają, jacy to Polacy krnąbrni i jak to w Polsce nikt nie przestrzega prawa. Powtórzę to jeszcze raz – największymi przestępcami w Polsce zawsze byli i są urzędnicy państwowi. Uważają prawo i normy techniczne za rekomendacje, do których mogą, ale nie muszą się stosować, no bo oni to święta arystokracja a dla niej prawo to kwestia widzi-mi-się a nie obowiązku. Co tam 80% czy 99% wilgotności, papier jest, kasa musi być i basta. Brakuje kasy na większe pensje dla urzędników, więc „góra” kazała polować na kulaka-kierowcę. Bumaga na radary musiała być, bo polowanie na kułaka i jego kasę to rzecz najważniejsza. Przecież nikt się nie może przejmować takimi „błahostkami” podczas świętej wojny przeciwko kolejnemu wymarzonemu wrogowi rządowego biurokraty miast i wsi. A jak się jakiś kułak-wywrotowiec skarży na błędne pomiary, to mu się powie, że jest głupi i nie rozumie radaru ani innych skomplikowanych urządzeń, które zawsze działają jak należy, no bo „bumaga” jest i pieczęć jest.

Nie chodzi tu tylko o radar ISKRA, tylko o to jak certyfikowano WSZYSTKIE urządzenia do karania kierowców. Być może wystarczająco opisałem problemy z urządzeniem ISKRA i czas zająć się np. fotoradarami.

 

Opublikowano w Biurokracja | i oznaczono , , , | 4 Komentarzy