Fotorapid CM: Cudowne czary Głównego Urzędu Miar

Fragment instrukcji Fotorapid CM

Fragment instrukcji Fotorapid CM

Ci którzy śledzili publikacje tutaj, wiedzą już o kreatywnym procesie wprowadzenia do użytku radaru ISKRA. Używając analogii, można byłoby to opisać tak:

Wysoki Sądzie:

  • Zagraniczny dostawca dostarczył świnię
  • Polski dystrybutor zaniósł tą świnię na „legalizację” twierdząc że to krowa
  • Urząd przetestował krowę razem z siodłem, wydając zatwierdzenie typu na konia
  • Policja kupiła świnię ale bez siodła, a jakiś inspektor od spraw propagandy ludowej ogłosił że to cudowny odrzutowiec i nawet bez siodła jest w stanie „obsłużyć” wielu klientów na raz.

Dokładnie w ten sposób wprowadzono do użytku radar ISKRA, biorąc coś co producent zawsze opisywał jako proste urządzenie, wymagające dość dużej wiedzy i staranności w celu unikania błędnych pomiarów, a które jest używane jako cudowny „bat na kierowców” który wszystko robi automatycznie, wystarczy wyjąć, skierować nie ważne jak, nie ważne na co, a urządzenie zawsze pokaże „co trzeba” a „kierowcy są w szoku”.

Problem polega na tym że cały ten proces ma być odpowiedzialnością Głównego Urzędu Miar i można śmiało powiedzieć że ten urząd wszystkie swoje obowiązki kompletnie wykpił. Taka „kreatywność” GUMu nie jest tutaj odosobniona, mogę śmiało powiedzieć że dokładnie tak samo postępowano ze wszystkimi innymi urządzeniami do pomiaru prędkości których dokumentację miałem szansę zbadać. Po tym jak ja i inni złożyliśmy zawiadomienia w prokuraturze o tym procederze, myśleliśmy że ktoś potraktuje to poważnie i przynajmniej dobrze przetrzepie tych urzędników aby w przyszłości nie robili sobie kpin ze swoich obowiązków. Dlatego nie chcieliśmy sytuacji komplikować ogłaszając że certyfikacje innych urządzeń wykpiono w podobny jeżeli nie gorszy sposób.

Nasze biurokratyczne imperium, zamiast zrobić porządek w GUMie, postanowiło „eskalować” i teraz odbierać prawa jazdy (dla wielu niezbędny środek do życia) na podstawie błędnych pomiarów z urządzeń, których dokumenty sfałszowano. Dlatego uważam, że nie mam wyjścia i muszę opublikować co wiem na temat takiej „kreatywności” przy wprowadzaniu innych urządzeń do pomiaru prędkości, zaczynając od Fotorapida CM.

 

Błędy Fotoradarów

Za każdym razem kiedy ktoś w Polsce podnosi temat błędów radarów/fotoradarów, rzecznicy biurokratycznego imperium wrzeszczą że „takie same urządzenia są używane na całym świecie i nikt nie ośmiela się kwestionować pomiarów policyjnych” (cytat z byłego rzecznika KGP Sokołowskiego). To jest bzdura bo urządzenia zupełnie nie są takie same ani używane w ten sam sposób, z koniecznym przeszkoleniem personelu, a kierowcy w każdym kraju protestują kiedy fotoradary są zamieniane na maszynki do drukowania pieniążków dla biurokratów.

Pokażę tutaj jak wygląda pomiar fotoradarem i jego kwestionowanie w Wielkiej Brytanii.

Zdjęcie z brytyjskiego fotoradaru

Zdjęcie z brytyjskiego fotoradaru

Drugie zdjęcie z brytyjskiego fotoradaru

Drugie zdjęcie z brytyjskiego fotoradaru

Dokumentacja pochodzi ze sprawy Petera Barkera, który na podstawie dostarczonych zdjęć pokazał że pomiar radarem był błędny. Trzeba zacząć od tego że prawo Wielkiej Brytanii, przyjmując do wiadomości że radar często mierzy z błędem (z powodu zakłóceń albo odbić wiązki), specyficznie wymaga aby automatyczne urządzenia pomiarowe dokonywały dwa oddzielne pomiary. W przypadku fotoradaru nie miałoby sensu aby np. mierzyć radarem dwa razy w krótkim odstępie, bo te same błędy np. odbicia wiązki byłyby powielone. Robi się np. poprzez wykonanie dwóch zdjęć, w precyzyjnie zmierzonym odstępie czasowym (najczęściej 0.5[s]), co w połączeniu ze znacznikami na drodze pozwala wyliczyć prędkość niezależnie od wskazania radaru. W tym przypadku, motocykl przebył dystans niecałych czterech znaczników (w odstępie 5 stóp każdy), co daje 20 stóp/0.5 s, czyli 40 stóp/s, co po przeliczeniu daje prędkość 27.2 mph(mil na godzinę), poniżej limitu 30 mph i dużo mniej niż 38 mph na godzinę które zmierzył radar. Zarzuty oddalono, kierowcę przeproszono a departament policji, który wystawił mandat niesłusznie, opublikował materiały aby wyjaśnić innym kierowcom jak mogą sprawdzić prędkość jeżeli mają wątpliwości. To jest postępowanie normalnej policji a nie gestapowca od zbierania przydrożnych danin.

Porównajmy to do „polskich standardów” gdzie terroryzuje się kierowców na drodze aby od razu się „przyznali” co zamyka drogę sądową, a jak się nie przyznają to się terroryzuje dzieci (jak w moim przypadku), uznaje kierowcę za przestępcę i warchoła, itd. itp. Dodatkowe „przygody” które mnie spotkały w związku ze sprawą:

  • Po przegranej w sądzie rejonowym komendant apelował twierdząc że sąd popełnił błąd pozwalając na czytanie instrukcji obsługi radaru w sądzie i w rezultacie uznał za niewinną osobę którą policja uznała za winną
  • Po przegranej apelacji, rzecznik KGP twierdzi że się „przyjrzą” sprawie i będą apelować do Sądu Najwyższego. Wielka szkoda że tego nie zrobili.
  • Dystrybutor jednego z urządzeń doniósł do prokuratury po tym jak opublikowałem jedną ze stron badań urządzenia radarowego, pokazującą wykpione badania. Jego zdaniem „skradziono” i opublikowano jego tajemnicę handlową. Czyli – żyjemy w kraju gdzie dokumenty sporządzone w procesie legalizacji (który ma gwarantować poprawność pomiaru) a które pokazują błędy czy fałszerstwo to tajemnica handlowa której rzekomo nie wolno nikomu ujawniać. A to że masa osób jest skazywana bezprawnie, na podstawie błędnych pomiarów, to żaden problem, oczywiście.

(W związku z tą ostatnią sprawą unikam publikowania całości np. instrukcji obsługi na moim serwerze, odsyłając gdzie się da do źródła – najczęściej ludzi którzy uzyskali tą dokumentację na drodze sądowej i dlatego nikt im nie może zarzucić łamania praw autorskich).

Tak dochodzimy do kroku gdzie opublikuję kolejne takie rzekome „tajemnice handlowe” z powodu których wielu ludzi jest karanych na podstawie bzdurnych pomiarów.

Legalizacja Radaru Fotorapid CM

Fotorapid CM został zatwierdzony do użytku w dniu 2008-12-19 na podstawie decyzji GUM Nr. ZT 151/2008. Podręcznik tego urządzenia nie pozostawia wątpliwości że urządzenie wymaga operatora który musi obserwować sytuację na drodze, aby między innymi, odrzucić błędne pomiary które były wynikiem wielokrotnego odbicia, np. od pojazdu nadjeżdżającego z przeciwka.

...

Fragment instrukcji Fotorapid CM

Fragment instrukcji Fotorapid CM

Główny Urząd Miar w swojej okazałości zatwierdził urządzenie w następujących wersjach:

...

Fotorapid CM. Zatwierdzenie Typu z 2008 r.

Fotorapid CM. Zatwierdzenie Typu z 2008 r.

Tutaj można byłoby się spierać, że przecież GUM niby nie zrobił niczego złego, bo nie zabronił aby np. każdy stacjonarny maszt na w którym zainstalowano Fotorapid CM był wyposażony w siodełko dla „starszego specjalisty od radaru” który obserwuje sytuację na drodze i rzetelnie odrzuca błędne pomiary a nie np. bierze procent od każdego błędnego pomiaru. Jak takiego ciecia, ahem „specjalisty” na każdym maszcie fotoradaru nie ma to przecież nie wina GUMu bo nie mają służb od monitorowania służb, itd. Czyli niby, jak na razie GUM-owi się upiekło, bo może twierdzić że to ktoś inny popełnia błąd używając urządzenie niezgodnie z instrukcją.

Dlatego, zamiast bawić się tylko w legalistyczne wywody o wadliwych zawiadomieniach, itd., proponuję aby każdy kto otrzymał mandat z Fotorapida CM zażądał zidentyfikowania „świadka” który (jak wymaga instrukcja) obserwował w danym dniu sytuację na drodze wraz z ultimatum że w przypadku niezidentyfikowania tej osoby złożone zostanie zawiadomienie w prokuraturze o wykroczeniu w postaci używania urządzenia pomiarowego niezgodnie z instrukcją obsługi, za co grozi dość pokaźna kara na mocy prawa o miarach.

Czy te błędy można wyeliminować inaczej niż poprzez operatora obserwującego drogę?

W przypadku Fotorapida CM nie można. W szczególności, błąd podwójnego odbicia jest bardzo poważny bo będzie oznaczał przypisanie średnio dwa razy większej prędkości. Fotorapid CM nie posiada żadnych mechanizmów które pozwoliłyby stwierdzić (nawet pobieżnie) czy zmierzona prędkość faktycznie dotyczy pojazdu na zdjęciu czy jest sumaryczną prędkością wraz z pojazdem nadjeżdżającym z przeciwnej strony, który nigdy nie jest widoczny na zdjęciu. Karanie kogoś (zwłaszcza poprzez odbieranie prawa jazdy) na podstawie takich „dowodów” jest kompletnym pogwałceniem obowiązującego prawa które wymaga identyfikowania który pojazd się zmierzyło.

Aby to wykazać, szczegółowo przebadałem instrukcję obsługi urządzenia (Nr. Dokumentu T11-IO-5805-8017 z Października 2009.) Najczęstszym rozwiązaniem tego problemu jest robienie dwóch zdjęć w precyzyjnie określonym odstępie, tak jak to robią brytyjskie fotoradary, aby móc obliczyć prędkość niezależnie od radaru.

Fotorapid CM teoretycznie może robić dwa zdjęcia, ale:

Fotorapid CM. Instrukcja strona 19

Fotorapid CM. Instrukcja strona 19

Czy to oznacza jednak że Fotorapid CM użyty np. przy intensywnym słońcu pozwoli wykryć/wyeliminować błąd podwójnego odbicia? Też nie. Aby móc ten mechanizm stosować, trzeba zrobić zdjęcia w bardzo precyzyjnie określonym interwale czasowym i ten interwał znać. Ten interwał nie jest podany w instrukcji ani na zdjęciach, nie jest nawet stały.

Ta proporcjonalność już zupełnie nie ma sensu, skoro zależy od prędkości pojazdu zmierzonej przez radar to nie może być podstawą pomiaru do weryfikacji radaru. Domyślam się że chodzi o to że producent użył standardową lustrzankę dla fotografów i zupełnie nie ma kontroli nad tym interwałem.

Instrukcja pokazuje jednak, co można zrobić na podstawie dwóch zdjęć. Jedyne co można zrobić to w przypadku dwóch pojazdów na zdjęciu określić który jechał szybciej.

Fotorapid CM. Instrukcja strona 69

Fotorapid CM. Instrukcja strona 69

Fotorapid CM. Instrukcja strona 70

Fotorapid CM. Instrukcja strona 70

Zrobienie dwóch zdjęć w precyzyjnie określonym interwale wymaga specjalnie przystosowanej do tego celu kamery, a dokładność interwału (jeżeli jest używany do pomiarów) musi być sprawdzona w ramach testu sprzętu, czego oczywiście nie zrobiono.

Czy to oznacza że GUMowi się upiekło?

Gdybyśmy zatrzymali się na dokumentach które już pokazałem to tak. Mogliby twierdzić że nie zrobili nic złego bo chodzi „tylko” o to że ktoś (nie oni) używa urządzenie niezgodnie z instrukcją. Ale, niestety, jakiś „ktosiek” musiał jednak przeczytać tą instrukcję i zastanawiać się nad tym zagadnieniem „operatora radaru” siedzącego na każdym maszcie i weryfikującym pomiary i chciał mieć „podkładkę”. Rezultatem było „poprawienie” zatwierdzenia typu w następujący sposób (Decyzja NR ZZT 4/2009, 2009-04-30):

Fotorapid CM. Zmiana Zatwierdzenia Typu NR ZZT 4/2009

Fotorapid CM. Zmiana Zatwierdzenia Typu NR ZZT 4/2009

Magicy z GUMu potrząsnęli magiczną różdżką i to samo urządzenie, które wedle instrukcji wymaga operatora, aby pomiary nie były przekłamywane dwukrotnie, nagle stało się „autonomicznym przyrządem bezobsługowym”. W normalnym świecie, to by się nazywało bezczelnym i ułomnym poświadczeniem nieprawdy bo inteligentny krętacz by przynajmniej przemilczał to i owo w nowej instrukcji. Ale, jak widać, w GUMie nikt chyba raczej nie przeczytał żadnej instrukcji radaru (co to takiego???) a Polska normalnym krajem raczej nie jest. A jak jakiś warchoł instrukcję przeczyta to się mu powie że to tajemnica handlowa i zagrozi pierdlem. A co!!!!

To jest nawet lepsza historia od tej jak ta świnia stała się w Polsce odrzutowcem. Producent sprzedaje Fotorapidy na podstawie tego zmienionego Zatwierdzenia Typu do dziś, instrukcja którą użyłem na pewno dotyczy sprzedawanej wersji bo jest nowsza od daty zatwierdzenia typu. Gdyby producent znacznie ulepszył urządzenie i zmienił instrukcję, ma obowiązek starać się o nowe zatwierdzenie typu.

Wielka przyszłość GUMu

Skoro prokuratura ani nikt inny nie ma zamiaru zrobić porządku w GUMie, widzę wielką przyszłość dla tej instytucji, wiele biznesowych okazji.

Np, ktoś może kupić 1000 zardzewiałych Maluchów i zgłosić się do GUMu aby zmienił Zatwierdzenie Typu tych Maluchów na Mercedesy i potem wystawić je na aukcji internetowej z „przykładowym” zdjęciem przykładowego Mercedesa nad którym Niemiec płakał jak go sprzedawał. I nikt nie może drzeć mordy bo przecież GUM wystawił papier że te Maluchy to Mercedesy.

Ale, prawdziwa przyszłość czeka GUM w relacjach z innymi polskimi biurokracjami. Na przykład:

Drogi Prezesie Głównego Urzędu Miar.

Nazywam się Adolfa Biurwińska i pracuję w ZUSie, i wkurwiają mnie takie warchoły jak ten faza który wam też zachodzi za skórę. Przez niego byłyśmy mobingowane aby wypełniać te cholerne „noty korekcyjne” zamiast zmyślać co popadnie i kazać „płatnikom” się tym głowić. W związku z tym, wnoszę o zmianę Zatwierdzenia Typu. Nie chcę już być urzędniczką w ZUSie, ale księżniczką brytyjską.

Prezes Głównego Urzędu Miar

Zmieniam Decyzję. Adolfa Biurwińska jest od dzisiaj księżniczką brytyjską.

I cała Styropianowa Amiranda żyła długo i szczęśliwie.

Opublikowano w Komedia, Pretorianie | i oznaczono , , , , , , , | 7 Komentarzy

Pasożytnicze, przestępcze państwo i partyzantka na drogach

WszechmogacyRadar

Dla tych którzy nie mieli okazji przeczytać poprzednich moich wpisów na tym blogu albo na facebooku NielegalneRadaryDoKosza, jestem jedną z osób która wykryła poważne problemy (moim zdaniem świadome fałszerstwo) w procesie certyfikacji urządzeń do pomiaru prędkości używanych w Polsce. Moją główną działalnością było analizowanie norm technicznych i dokumentów certyfikacyjnych. Na tej podstawie złożyłem trzy zawiadomienia w prokuraturze, ale prawdopodobnie powinienem ich złożyć z 50 bo dosłownie każdy dokument który przeanalizowałem pokazuje że całość procesu w Polsce to kompletna fikcja która nie ma absolutnie niczego do czynienia z profesjonalnymi standardami czy obowiązującymi normami prawnymi. Przestałem składać dalsze zawiadomienia/uzupełnienia tylko dlatego że uznałem że skutkiem będzie jedynie przeciąganie śledztwa w prokuraturze. Naiwnie myślałem że po poprzedniej gorącej „przygodzie” naszego teoretycznego państwa z kompletnym pogwałceniem norm technicznych dotyczących bezpieczeństwa (tą pod Smoleńskiem) ktoś w końcu być może zacznie traktować normy techniczne poważnie. Mogę śmiało powiedzieć że się myliłem i mamy dowody tego że celem tego „państwa” nie jest prawo czy bezpieczeństwo ale synekury dla różnych pociotków i znajomych polityków, podczas gdy reszta społeczeństwa nie ma kompletnie żadnych praw ani prawa liczyć że ich bezpieczeństwo jest przez kogokolwiek traktowane poważnie.

Prawdopodobnie na skutek działalności NielegalneRadaryDoKosza i podobnych stron/organizacji, Najwyższa Izba Kontroli sprawdziła poprawność wszystkich podniesionych przez nas kwestii poza kwestią fałszerstwa świadectw legalizacyjnych urządzeń do pomiaru prędkości, uznając że to byłoby niekonstruktywne, skoro prokuratura prowadzi w tej sprawie śledztwo. We wszystkich pozostałych podniesionych przez nas kwestiach, NIK na 100% z nami się zgodził, a dokładnie potwierdził że:

  • Policja i reszta personelu używająca urządzenia do pomiaru prędkości w celach karnych nie ma elementarnej wiedzy i przeszkolenia do tego wymaganych
  • Urządzenia są używane niezgodnie ze sztuką, niezgodnie z instrukcjami obsługi
  • Główny cel jest „fiskalny” to znaczy generowanie wpływów a nie podniesienie bezpieczeństwa na drodze.
  • Fundusze przeznaczone na bezpieczeństwo na drogach są w dużej mierze kompletnie marnotrawione

Pierwsze zawiadomienie w prokuraturze złożyłem w grudniu 2012, drugie uzupełnienie w czerwcu 2013. W związku z tym że dokumenty dostarczone z ostatnim zawiadomieniu, moim zdaniem, pokazywały niezbicie że fałszerstwo procesu legalizacji było świadome (w odróżnieniu od nieświadomych błędów na skutek np. niekompetencji), w tym zawiadomieniu żądałem aby natychmiast aresztować urzędników odpowiedzialnych za ten proceder jako absolutnie niezbędny krok aby chronić bezpieczeństwo użytkowników dróg i fiskalne interesy państwa – ewentualna konieczność wypłacania masowych odszkodowań za ten proceder. Tego nie zrobiono do dziś i z tego co byłem w stanie ustalić, osoby dalej działają na swoich stanowiskach.

Udowodniłem także, że policja nie ma zielonego pojęcia o obowiązujących normach prawnych dotyczących pomiarów dokonywanych w procesie karania kierowców ani treści instrukcji obsługi używanych urządzeń, co jest wykroczeniem za które teoretycznie grozi wysoka kara na mocy Prawa o Miarach. Ja i inni kierowcy udowodniliśmy to w sądzie a ja dodatkowo pokazałem że instrukcja obsługi radaru ISKRA posiada oczywiste błędy redagowania w części dotyczącej bezpieczeństwa obsługi co powinno było skutkować natychmiastową reklamacją gdyby przynajmniej jeden policjant tą instrukcję przeczytał. Takiej reklamacji nie było bo o brakach w instrukcji dystrybutor urządzenia dowiedział się ode mnie, wiele lat po wprowadzeniu urządzenia do użytku.

Wierząc wciąż w państwo prawa, celowo unikałem wyciągania rozpętywania jakiejś medialnej/internetowej nagonki na urzędników, bo ich działania powinny być ocenione przez sąd a nie media czy tłum zezłoszczonych kierowców. Chciałem sprawę załatwić kulturalnie, zgodnie z prawem a nie w mediach. Osobiście unikałem mediów jak mogłem a kiedy media się ze mną kontaktowały, niemal zawsze namawiałem ich aby brali kogoś innego – głównie Tomka Motylińskiego, za co go w końcu chyba muszę przeprosić. A jedyną „nagrodą” jaką Tomek dostał za swoją działalność jest jak na razie to że mu „nieznany sprawca” spalił w nocy samochód.

Mamy w du… gdzieś prawo i co nam zrobicie?!

Nie jestem naiwnym człowiekiem, wiem co się w Polsce dzieje, więc w pełni oczekiwałem że pomimo nagłośnienia sprawy i wielu wygranych w sądach nasze urzędowe autorytety będą robić co zawsze robią w takich sprawach – próbować udawać że problemu nie ma i przeciągać tak sprawę aby wszystkie przestępstwa i wykroczenia urzędników i policjantów się przedawniły.

Ale, czego raczej się nie spodziewałem to kontratak imperium urzędniczego w Postaci masowej eskalacji kar za wykroczenia, których jedynym dowodem jest pomiar przy użyciu urządzeń ze sfałszowaną certyfikacją przez personel który nie ma elementarnych szkoleń ani wiedzy wymaganej przez prawo przy użyciu tych urządzeń. Stawką gry nie jest już dodatkowy (poprzednio nie tak wysoki) podatek drogowy pobierany od losowych nieszczęśników przez przydrożnych poborców. Na mocy nowych „przepisów” dla wielu kierowców stawką jest teraz całkowita utrata możliwości zarobkowych.

Imperium jest tutaj bardzo „odważne” (albo bardzo głupie) ale znowu główną myślą przewodnią jest to że urzędników w Polsce prawo nie obowiązuje i zamierzają tą wojnę prowadzić do upadłego aby każdemu w Polsce to udowodnić raz na zawsze, i nie szczędząc publicznych pieniędzy na ten cel.

Nie mamy urzędników tylko bandytów i ich pretorianów

Prawo o Miarach które w tym przypadku zostało zupełnie wyrzucone na śmietnik ma za cel gwarantowanie że pomiary dokonywane w Polsce nie są wyssane z palca. Kiedy państwo poluje na „kułaka” który sprzedaje powiedzmy marchewkę, to jak najbardziej o tym prawie pamięta i jak ten kułak nie ma certyfikatów kalibracji wagi to jak najbardziej grzywny się „stosuje” no bo przecież kułak mógłby zarobić 10 groszy na niedokładnie zważonej marchewce. Ale jak państwo zrobiło sobie kompletne kpiny z przepisów dotyczących pomiarów na mocy których, poprzez oszustwo, odbiera się ludziom możliwości zarobkowe i środki do życia to „nic się nie stało” bo prawa „się nie stosuje”.

To jest niestety kompletnie typowe zachowanie urzędników w Polsce które obserwuję na każdym kroku. Urzędnicy mogą bezkarnie fałszować wszystkie dokumenty ale np. dzieciak który sam poprawił błędnie wpisaną datę do legitymacji ma wytaczaną sprawę o fałszerstwo. Każde prawo jest tak traktowane przez urzędników. Prawo wedle nich to ich narzędzie do wyżywania się na ludziach, a nie coś co ma służyć interesom wszystkich. Np. prawo o ochronie danych osobowych ma w teorii chronić ludzi przed udostępnianiem ich danych przez urzędy. Interpretacja tego prawa przez urzędników jest taka że każdy (np. dzieciak zdający maturę czy biorący udział w konkursach państwowych) ma wypełnić formularz że się tego prawa zrzeka a jak tego nie zrobi to mu się odbiera wszystkie osiągnięcia.

Spotykam się z tym na każdym kroku. Np. urzędnicy ZUSu próbowali, grożąc karami, mnie zmusić do poświadczenia nieprawdy. Gdybym się na to dał nabrać, groziłoby mi więzienie. Nie dałem się nabrać, więc musiałem, masowym kosztem, bronić się przed karami. Wybroniłem się, ale prokuratura, sąd i ministerstwo uważa że nic się nie stało bo:

  • Prokuratura: „nikła szkodliwość społeczna”
  • Sąd: „prawo mamy ułomne”, nie można karać urzędników
  • Ministerstwo: „urzędnicy byli tylko nadgorliwi” nie można ich za to karać

Co robi społeczeństwo które jest rządzone przez bandytów

To co zawsze – bawi się w partyzantkę, i tak się składa że żadne „teoretyczne państwo” takiej wojny z partyzantką społeczeństwa nigdy nie wygrało i nie wygra. Ale problem jest taki że taka wojna partyzancka nikomu nie służy, oznacza tylko i wyłącznie masowe koszty po każdej stronie. Obie strony tracą energię i środki które w normalnym kraju pracowałyby w kierunku dobrobytu.

Niemal każdy kierowca w Polsce od lat wie że mandaty to kompletna fikcja która nic nie ma do czynienia z bezpieczeństwem na drodze. Nie wiedzą w jaki dokładnie sposób są oszukiwani ale wiedzą że są oszukiwani. Każda osoba która jest w ten sposób oszukana uważa to za swój patriotyczny obowiązek aby utrudniać przydrożnym poborcom podatkowym pracę ile wlezie. Dokładnie dlatego jadąc np. z Warszawy do Krakowa, już na długo przed Radomiem każdy wie gdzie za Kielcami „suszą” i jakim samochodem. To prowadzi do błędnego koła, sytuacji, gdzie policja nie ma praktycznie żadnych szans aby złapać tych którzy faktycznie wywołują masowe zagrożenia na drodze bo osoby które chcą szaleć są tymi, którzy w pierwszej kolejności korzystają z partyzanckiej solidarności na polskich drogach. A skoro się nie da złapać tych których by należało, to trzeba złapać kogoś innego, bo każą łapać. I przede wszystkim będzie to ktoś kto ani nie przekraczał prędkości ani nie słuchał radia CB bo np. rozmawiał z dziećmi czy koncentrował się na sytuacji przed sobą na drodze.

Dokładnie dlatego, będąc osobą która miała wiedzę aby bronić się przed zarzutami opartymi na fałszywych pomiarach, próbowałem działać konstruktywnie, zamiast bawić się w CB partyzantkę na drogach i być może pomagać komuś kto sobie postanowił pojeździć 200 km/h w terenie zabudowanym po kielichu. Jak widać, „system” w Polsce zupełnie nie ma zamiaru niczego korygować.

Sytuacja jest kompletnie patologiczna – ale nasze „autorytety” nie widzą w tym swojej winy tylko twierdzą że Polacy tak robią nie dlatego że jest to jedyna obrona przed patologią ale dlatego że wszyscy Polacy to samobójcy i szaleńcy.

Co ciekawe, kilka lat temu cel CB na drodze zaczynał się powoli zmieniać. Kilka razy byłem świadkiem jak kierowcy przy użyciu CB radia współpracowali aby zatrzymać nietrzeźwych kierowców. To wszystko zostało zaprzepaszczone kiedy minister Rostowski wpadł na pomysł budżetowania dużej ilości mandatów na drodze. Eskalacja w postaci odbierania praw jazdy i możliwości zarobkowych kierowcom zawodowym tylko może i MUSI doprowadzić do wzmożenia partyzantki na drogach.

Co można robić

Moim zdaniem – nadal próbować zmuszać urzędy do postępowania zgodnie z prawem co z czasem pozwoli nam na wytoczenie urzędnikom sprawy w sądach poza Polską. Żaden kierowca nie powinien przyjmować mandatu jeżeli uważa że pomiar był fałszywy. W odpowiedzi na wyrok nakazowy należy natychmiast PISEMNIE poinformować sąd że wszystkie prawa dotyczące pomiarów zostały pogwałcone a dokumenty certyfikacyjne niemal na pewno świadomie sfałszowane, co jest przedmiotem śledztwa (Prokuratura Okręgowa w Warszawie, ul. Chocimska 28, sygnatura sprawy VI Ds. 16/14)

Ja wiem że to oznacza koszty uczestniczenia w rozprawach. Ale, niestety, bez protestowania sytuacji w ten sposób niemożliwy jest np. pozew zbiorowy o odszkodowania za szkody wywołane fałszerstwem dokumentów legalizacyjnych i niedopełnienia obowiązków przez urzędników i policję. W naszym systemie przyjęcie mandatu oznacza niestety bezwarunkowe przyznanie się do winy i zgodę na wszystkie (nawet kompletnie bezprawne) sankcje i kary.

Kolejny dowód bezprawia i głupoty urzędników

Gdyby ktoś nadal miał wątpliwości tego że jesteśmy rządzeni przez bezmyślnych kretynów którzy nie chcą ani nie potrafią dbać o czyjekolwiek bezpieczeństwo, nie potrafią nigdy myśleć logicznie, a dbają tylko o swoje układy, pokażę krótko kolejny problem na polskich drogach, za który są w całości odpowiedzialni urzędnicy, a za który będą winieni kierowcy.

Każdy chyba widział bezsensowne ekrany akustyczne w Polsce, budowane często niepotrzebnie, po to aby chronić przed hałasem łąkę, pole ziemniaków, albo las. Mamy dodatkowy problem. Te ekrany, poza kompletnym marnotrawieniem pieniędzy, są budowane w sposób kompletnie nieprofesjonalny, gwarantujący masę wypadków. Nie potrzebuję tutaj kryształowej kuli że za ten problem także będą winieni kierowcy i standardowe „niedostosowanie prędkości do warunków”.

Ekran akustyczny na autostradzie A1 na północ od Łodzi

Ekran akustyczny na autostradzie A1 na północ od Łodzi

O co chodzi. Ekran jest zbudowany kompletnie nieprofesjonalnie, z pogwałceniem praw fizyki i zdrowego rozsądku – co nawet „uzdolnieni inaczej” polscy urzędnicy powinni od razu zauważyć. Ekrany o wysokości ~5-6[m] kończą się gwałtownie a to oznacza masowe niebezpieczeństwo na autostradzie przy każdym wjeździe/wyjeździe do/z ekranowanej strefy kiedy jest nawet stosunkowo niewielki wiatr. Ekran w całości chroni przed wiatrem co oznacza zerowe boczne ciśnienie związane z wiatrem wewnątrz ekranu. Wjeżdżanie/wyjeżdżanie oznacza wielką, natychmiastową zmianę ciśnienia proporcjonalną do prędkości wiatru. Przy dużym wietrze, trudno kontrolować pojazd po takim uderzeniu nawet w samochodzie osobowym a co dopiero w TIRze albo wysokim autobusie.

Ekran akustyczny na obwodnicy Berlina.

Ekran akustyczny na obwodnicy Berlina.

Profesjonalnie zbudowany ekran na obwodnicy Berlina. Opada stopniowo na dystansie kilkuset metrów, co powoduje że zamiast masowego impulsowego uderzenia związanego z siłą wiatru, jest bardzo stopniowa zmiana.

Nie trzeba tutaj geniusza aby wiedzieć że masa ludzi zginie z tego powodu, np. w autobusie wypełnionym dziećmi, a winą będzie obarczony oczywiście kierowca, bo „nie dostosował prędkości do ‚polskich’ warunków” zamiast jechać 5 km/h na autostradzie bo był wiatr. „Polskie warunki” należy zdefiniować tutaj jako „kompletni idioci na odpowiedzialnych stanowiskach”.

Skoro nikt w urzędach ani prokuraturach się takimi rzeczami nie przejmuje, żaden „autorytet autostradowy” od przydrożnych podatków tego nie zauważył albo nie ośmielił się zauważyć, być może należy wysłać zawiadomienie do komercjalnych przewoźników (firmy spedycyjne, Polski Bus) aby próbowały coś z tym zrobić zanim wydarzy się więcej tragedii, a nasze ahem „autorytety” użyją to jako argument że potrzebują więcej „batów” na kierowców.

Opublikowano w Biurokracja, Pretorianie | i oznaczono , , , | 2 Komentarzy

Co Ma Wspólnego Drewniana Beczka na Piwo i Radar?

Biurokracje mają tutaj wszystko zapięte na ostatni guzik. Jak, ja, sławny wynalazca odwróconej baryłki, nie mogłem sobie poradzić, to jakie ty masz tutaj szanse jako bednarz. Prawie umarłem z głodu, a potem wymyśliłem to.

Biurokracje mają tutaj wszystko zapięte na ostatni guzik. Jak, ja, sławny wynalazca odwróconej baryłki, nie mogłem sobie poradzić, to jakie ty masz tutaj szanse jako bednarz. Prawie umarłem z głodu, a potem wymyśliłem to.

 

Tytułowe zdjęcie pochodzi z jednego z kultowych filmów ekipy Monty Pythona o nazwie „Jabberwocky”, opowiadającego o przygodach młodego bednarza (takiego speca od drewnianych beczek) w krainie skomercjalizowanego dogmatu, rzezi, korupcji i absurdu. Ten film, podobnie jak „Brazil”, „Święty Graal”, „Sens Życia” i reszta twórczości ich autorów lepiej niż cokolwiek innego obrazują to, co się dzieje dzisiaj w Polsce.

A to, co się dzieje dzisiaj w Polsce przerasta wszystko, co wyobrazili sobie pisarze zarówno najstraszniejszych horrorów, jak i najzabawniejszych komedii, ale jak ktoś w naszej Polskiej rzeczywistości jeszcze może… takie filmy oglądać, to je gorąco polecam.

Jakoś mi trudno preferować „dzisiejsze cytaty” nad Monty Pythonem. Jakoś nie ta sama klasa:

Nasi genialni „przedstawiciele” w niezwykle inteligentnym przedstawieniu w Sejmie.

Zagadnienie budowania beczki było jednym tematem tego filmu, ale co ma do tego radar??? A to że w Polsce wszystkie dzisiaj używane radary oraz wszystkie drewniane beczki podlegały dokładnie temu samemu rygorystycznemu procesowi standaryzacji i legalizacji, nadzorowanemu przez tą samą instytucję, a dokładnie Główny Urząd Miar.

Dzisiaj, ci wredni, natrętni, niegrzeczni reporterzy z kamerami TV kręcą się nieustannie wokół urzędników Głównego Urzędu Miar, ale zanim ja i koledzy z NielegalneRadaryDoKosza zainteresowaliśmy się przygodami tej instytucji, niewiele osób nawet słyszało o jej istnieniu. Jedyna wzmianka tej instytucji w popularnej kulturze pojawiła się, kiedy to Ferdek Kiepski z serialu „Świat Według Kiepskich”, grający rządowego biurokratę, otrzymuje, wśród wielu innych, zaświadczenie podbite przez „Główny Urząd Miar i Wiar z osobistą adnotacją Naczelnika sklepu rybnego w Pułtusku i z Okrągłą Pieczęcią Zakonu Ojców Oojców i z kontrasygnatą Dróżnika ze stacji Włoszczowa”. (Bardzo spodobała mi się ta nazwa, Główny Urząd Miar i Wiar, bo jakoś pasuje).

No ale, my tu śmichu chichu, ale przecież jakiś formalny proces musi być no bo gdzie bylibyśmy, gdybyśmy się nie trzymali właściwych procedur. Dlatego przeanalizujemy tutaj, jak w Polsce wyglądał rygorystyczny proces zatwierdzenia do użytku nie tylko radarów (o czym wystarczająco już na-marudziłem), ale także drewnianych beczek.

Legalizacja Beczek Na Piwo i podobne rzeczy

Wprowadzenie do użytku beczek reguluje szczegółowe Rozporządzenie Ministra Gospodarki z Dnia 7 Stycznia 2008 (Dz. U. Nr. 8 Poz. 50).

10000000000001940000007671564E53

Nie zaniedbano najmniejszego szczegółu:

1000000000000195000001720A26E8C8

10000000000001940000009A9D3F0A6E

100000000000027100000019333393F6

Ale, najważniejsze jest to, że ustawa chroni nas przed nieuczciwymi dostawcami beczek, którzy bez takiej ustawy na pewno, na pewno by kombinowali, aby produkować coraz to mniejsze beczki, czego na pewno nasz ciemny lud by nigdy nie zauważył. W końcu, dostarczone beczki mogłyby być nawet dwa razy mniejsze, po czym by kombinowano by, aby znaleźć, np. dwa razy mniejsze ogórki do ich wypełniania, co by doprowadziło do zagłodzenia ludu albo innego kataklizmu. Dlatego, jestem niezmiernie szczęśliwy, że nasi dzielni eksperci z Głównego Urzędu Miar przygotowali tą, jakże niezbędną ustawę, którą potem podpisał niemniej dzielny i wybitny Minister Gospodarki W. Pawlak.

Dlatego, szczegółowo zdefiniowano proces legalizacji beczki, aby ktoś przez przypadek nie dostarczał beczki, w której mieściłoby się np. 3% piwa albo miodu, albo wina mniej niż poprzednio.

100000000000019400000266DF97736D

Dalej, szczegółowo zdefiniowano także możliwe sposoby sprawdzenia objętości beczek podczas procesu legalizacji (pierwotnej – przed wprowadzeniem beczki do użytku, i ponownej czyli okresowej). Tak tak. Każda beczka musi mieć numerek, i papier. A za użytkowanie bądź nawet posiadanie takiego „przyrządu pomiarowego” bez papieru grozi surowa kara, na mocy „Prawa o Miarach”.

100000000000018A00000034D1983F84

100000000000018000000366C7566243

1000000000000183000002830E685B37

Przyznam się bez bicia, że bez takich drobiazgowych instrukcji ani ja, ani reszta polskiego ciemnego ludu, nigdy, przenigdy nie wymyślilibyśmy, jak sprawdzić objętość beczki na piwo, wino, czy miód, i dlatego ten szczegółowy i długotrwały proces legalizacji każdej beczki jest tak niezwykle konieczny i wymagający procedur trwających kilka dni dla każdej beczki – samo mierzenie, nie licząc jakże niezbędnej przy tym biurokracji wydawania poświadczenia zaświadczenia sprawdzenia i pokwitowania wydania zaświadczenia poświadczenia, itd. Toż taka beczka to wysoko zaawansowana technologia sprzed jedynie jakiś 2000 lat a nie byle coś, co byle jaki osioł jest w stanie zrozumieć. A zastosowane metody pomiarowe, to ho, ho!!! Coś na miarę wynalazków Archimedesa i jego epoki, bez szczegółowych instrukcji musielibyśmy go wskrzesić aby nam pokazał jak zmierzyć objętość beczki.

Na pewno, człowiek pijący to piwo z beczki doceni ten proces i chętnie zapłaci parę złotych więcej za każde piwo za ten wielki wysiłek zrobiony po to, aby go ktoś nie oszukał.

Czy ta „Legalizacja” niby naprawdę ma sens?

W tym miejscu na pewno jakiś lepszy cwaniak powie, że jak ktoś chciałby kombinować i „oszczędzać” kasę poprzez dostarczanie mniej miodu, wina, octu, czy piwa w beczce, to są na to lepsze i o wiele tańsze sposoby niż bawienie się w majstrowanie, aby wyprodukować mniejsze beczki. Na przykład, można do tych substancji dodać wodę, albo nic nie dodawać i twierdzić, że część wody z produktu musiała wyparować w transporcie. A jak ktoś stosuje testy na zawartość alkoholu np., to można dodać tam alkohol metylowy, który łatwo jest kupić jako tani płyn do chłodnic, co jest prawdziwym problemem z nierzetelnymi, przestęczymi dostawcami wina, a nie beczki o mniejszej objętości.  Podobną „sztuczkę” wynaleźli ostatnio dostawcy mleka w niektórych miejscach, poprzez odkrycie, że standardowe testy na zawartość protein w mleku można oszukać poprzez dodawanie melaminy, dość groźnej trucizny.

Czyli, ten lepszy cwaniak będzie twierdził, że są o wiele większe problemy niż beczki na piwo, wino, czy ocet wyprodukowane 2 czy 3 % mniejsze. Ale my takiemu cwaniakowi powiemy stanowcze FE!!!! Nie tylko jest on parszywym wrogiem klasowym ciężko pracującego biurokraty miast i wsi, ale się NIE ZNA na standaryzacjach, normalizacjach, kalibracjach, wzorcowaniu, zatwierdzeniach typu, legalizacjach pierwotnych i wtórnych czy obijaniu beczki gumowym młotkiem w celu usunięcia pęcherzyków powietrza. FE!!! „Spieprzaj Dziadu!!!!”

I tutaj zmierzamy do sedna sprawy, dlaczego ci sami eksperci, tak przejęci dokładnym mierzeniem każdej beczki na piwo, byli, no cóż, troszeczkę „mniej szczegółowi”, kiedy definiowali, jak dokładnie radar policyjny ma identyfikować mierzony cel i jak dokładnie powinno się to sprawdzić, zanim radar trafi w ręce policjanta, który przecież nie musi być ekspertem od budowy urządzeń pomiarowych, czy nawet od obstukiwania beczki na piwo młotkiem.

Kiedy zatwierdzano do użytku nasz sławny radar ISKRA-1, stosowne wymagania prawne dotyczące tej identyfikacji brzmiały następująco:

10000000000001910000006351812EA0

Dlaczego ci sami eksperci, tak przejęci prawidłowym zdefiniowaniem ~10 krokowego procesu mierzenia objętości beczki na piwo, potraktowali po macoszemu następujący dość istotny problem: Jak się mierzy samochód (czy beczkę) co albo kto ustala, który samochód (albo beczkę) się mierzy. W rezultacie, mamy zabawną sytuację, w której każda osoba w Polsce ma teraz odmienne zdanie, co to znaczy, wedle przepisów, że „konstrukcja przyrządu radarowego powinna umożliwiać identyfikację pojazdu, którego prędkość jest mierzona”.

Ja i, i jak pokażę, inni niekoniecznie wybitni Polscy mędrcy i filozofowie zastanawialiśmy się od lat jak w końcu rozwiązać ten problem raz na zawsze. Wedle najbardziej ekstremalnych z nich, być może, spece certyfikujący radary nie powinni pochodzić z tego samego kołchozu albo PGRu co spece certyfikujący średniowieczne beczki na piwo. Ale to temat na następny wpis, pod tytułem, „Co to w Końcu jest ta Iskra: Wieprz, Koń, czy Odrzutowiec???”

Ale, w międzyczasie, jest malutkie światełko w tunelu. Łaskawie nam panujący, niedawno zadecydowali, że takie średniowieczne drewniane beczki na wino, piwo albo ogórki, nie podlegają już procesowi legalizacji (gdzie każda beczka ma mieć świadectwo legalizacji i numerek) i że tylko metalowe i plastykowe beczki będą od teraz podlegać procesowi legalizacji. W tym celu wydano Rozporządzenie zmieniające rozporządzenie w sprawie wymagań, którym powinny odpowiadać beczki, oraz szczegółowego zakresu badań i sprawdzeń wykonywanych podczas prawnej kontroli metrologicznej tych przyrządów pomiarowych. uffff!!!

HURRA!!!!

Związek Zawodowy Konstruktorów Beczek w Końcu odżyje i nie będzie musiał sobie odrąbywać stóp i żebrać gdzieś pod kościołem, aby przeżyć!!! Może nawet sam Denis Bednarz otworzy tu w końcu interes, zamiast się użerać, pracując na saksach w krainie króla Brunona Wątpliwego.

Denis i Jego Beczka

Nie nie nie!!! To nie są eksperci Okręgowego Urzędu Miar pracujący nad legalizacją „przyrządu pomiarowego”, ale ekipa Monty Pythona!!! Zupełnie nie wiemy skąd się biorą te dziwne insynuacje!!!

Opublikowano w Biurokracja, Komedia, Pretorianie | i oznaczono , , , | Skomentuj

Bat Doskonały na Kierowców i Inne Zboczone Fantazje

ExhaustedSlave5

W wypowiedziach naszych przeciwników od dawna pojawia się krytyka, że rzekomo to ja i koledzy na NielegalneRadaryDoKosza wymyśliliśmy interpretację, że przepisy wymagają doskonałych przyrządów pomiarowych, które same wszystko robią, a potem na podstawie (że tego nie robią) zadeklarowaliśmy jakąś dogmatyczną, irracjonalną wojnę przeciwko bogu-ducha-winnym radarom (które przecież każda policja używa) i ich użytkownikom.

Jak już wielokrotnie wspominałem, te dogmaty pochodzą nie od nas, ale z wczesnych materiałów propagandowych na temat radaru ISKRA, które ktoś rozpropagował w prasie, a potem użył jako obowiązujące „prawdy objawione” radaru nie tylko podczas opowiadania bzdur mediom, w szopkach medialnych policji, ale także w dokumentach sądowych, w tym niektórych opiniach biegłych sądowych, a nawet w oficjalnej odpowiedzi na interpelację poselską. Cudowny radar sam wszystko robi, w każdej sytuacji, nigdy się nie myli, magicznie tylko mierzy ten pojazd o którym myśli „pan władza” a „pan władza” nic nie musi wiedzieć ani umieć, bo to taka doskonała magia jest, a lud się skarży w sądach i w mediach tylko dlatego że jest ciemny i nie rozumie radaru. W mojej sprawie sądowej, w swojej apelacji były już komendant policji miasta Krakowa upierał się, że sąd popełnił błąd, zezwalając na czytanie instrukcji obsługi radaru w sądzie, bo to robiąc to:

„stracił z pola widzenia dane charakteryzujące przedmiotowe urządzenie, dzięki którym pomiar jest doskonały”

Zobacz: Kult Wszechmogącego Radaru Doskonałego

Zezwolenie na to, aby takie bzdury stały się obowiązującą religią oczywiście jest wielką katastrofą i kompromitacją, za którą może zapłacić wiele osób, ale z punktu widzenia kierowcy zainteresowanego w dążeniu do państwa prawa, jakoś nie widzę powodów, aby moim głównym celem miało być chronienie tych, którzy te bzdury wymyślili, akceptowali czy propagowali i na ich podstawie wywnioskowali, czy zaakceptowali sytuację, że nie „było potrzeby” szkolić policji na temat poprawnego użytkowania radarów. Nie sądzę też, aby moim obowiązkiem było akceptowanie tego stanu rzeczy i godzenie się na to że na podstawie tych fałszywych dogmatów skazywano osoby, które nie mają potrzebnego doświadczenia technicznego, aby się przed tymi bzdurami wybronić. Jak się dowiaduję, te kompletne bzdury są wciąż cytowane w sądach jako „ekspertyzy” na podstawie których nadal skazuje się kierowców.

Propaganda w Prasie nt. Radaru Iskra-1

Popatrzmy na jedną z publikacji tych materiałów propagandowych policji, od których wszystko się zaczęło. Gazeta Wyborcza: „Rosyjski bat na polskich piratów drogowych”. Niemal każda linia tekstu to bezmyślna propaganda, która nie ma nic do czynienia z prawdą:

To ma być prawdziwy bat na piratów drogowych. Pochodzi z Rosji i jest uczulony na zbyt dużą prędkość. „Iskra”, czyli super nowoczesny radar jest już w rękach polskiej policji.

Fakty: Radar Iskra był wprowadzony do użytku w 1997 roku i był pierwszym tego typu produktem firmy SIMICON, założonej w 1991 roku. Jedenaście (dzisiaj siedemnaście) lat w elektronice to dość długi czas, ale o wiele ważniejsze jest to, że w tym okresie każdy na świecie zaczął używać telefony komórkowe, co spowodowało, że urządzenia, które były podatne na zakłócenia od bliskich urządzeń nadawczo-odbiorczych (w tym wszystkie radary) musiały być przeprojektowane, aby pracować poprawnie w obecności włączonego telefonu komórkowego. Wedle oryginalnej instrukcji, radar ISKRA na te zakłócenia nie był odporny, instrukcja ostrzega wręcz, że radar będzie pokazywał błędne pomiary w takich sytuacjach. Dokładnie w czasie (rok 2006) kiedy w Polsce uzyskiwano Zatwierdzenie Typu dla radaru ISKRA, na niemal całym świecie, w tym w Rosji, zaostrzono wymagania co do wszystkich urządzeń, aby były odporne na zakłócenia pochodzące od telefonów komórkowych. W związku z tym, SIMICON zbudował zupełnie nowy, dość radykalnie ulepszony ręczny radar o nazwie RADIS, który wygrywał liczne nagrody (np. najlepszy Produkt Rosji 2006 roku) i faktycznie był i jest eksportowany na wymagające rynki, np. do Kanady. Zawiera on wszystkie potrzebne funkcje do tego aby poprawnie używać radar ręczny, zgodnie z regułami sztuki, np. Doppler Audio bezwzględnie wymagane od wszystkich ręcznych radarów sprzedawanych w Ameryce Północnej.

Zamieszanie i propaganda dotycząca radarów w Polsce, co ciekawe, uniemożliwiła bądź znacznie opóźniła zatwierdzenie tego urządzenia do użytku w Polsce. Główny Urząd Miar początkowo odmówił Zatwierdzenia Typu nowego, ulepszonego radaru ręcznego RADIS, głównie dlatego, że jednoznacznie nie identyfikuje mierzonego pojazdu, wbrew temu że RADIS, w odróżnieniu od ISKRY, ma wiele funkcji które pozwalają wyszkolonemu policjantowi identyfikować co mierzy (Doppler Audio czy możliwość wyboru czy chce się mierzyć najszybszy czy najbliższy pojazd).

Rezultatem tego bałaganu było uniemożliwienie importu nowego, ulepszonego produktu i propagowanie jako „supernowoczesnego” produktu przestarzałego, który nie spełnia norm prawnych nawet w tej rzekomo „zacofanej” Rosji. Jaki to ma sens dokładnie??? Ale tu mowa o polskich biurokracjach więc szukanie sensu w tym wszystkim, no cóż, po prostu nie ma sensu.

Tutaj trzeba wspomnieć, że wedle polskiego podręcznika radaru ISKRA i twierdzeń polskiego dystrybutora, radar ten wykrywa zakłócenia i w takim wypadku nie wykona pomiaru. (To twierdzenie nie istnieje nigdzie w rosyjskojęzycznej albo angielskojęzycznej wersji podręcznika). Rzekomo, ISKRA przeznaczona na rynek polski została przeprojektowana, aby być odporną na zakłócenia, nie pokazywać błędnych pomiarów i spełniać w ten sposób wymagania prawa polskiego. Wszystko byłoby wspaniałe, gdyby to było prawdą, ale prawdopodobnie nie jest, bo przeczy temu informacja z firmy Simicon, producenta radaru. Pewien czas temu dotarłem do oficjalnej odpowiedzi na ten temat autorstwa Dyrektora Generalnego Firmy Simicon, I. Barskiego, w której pisze:

„Nasze przedsiębiorstwo produkowało kilka modyfikacji przyrządu „Iskra-1”, dostosowanych do konkretnych potrzeb regionów, do których są dostarczane. Przy tym, charakterystyki metrologiczne (zakres i błąd mierzenia prędkości) tych wszystkich modyfikacji są jednakowe.

Pismo potem wymienia zmiany, które zrobiono w wersji na rynek polski, które nie dotyczą niczego, co radykalnie ulepszyłoby odporność na zakłócenia czy zmieniło funkcjonalność urządzenia dotyczącą wykrywania błędnych pomiarów.

Nie publikowałem tego, czekając na rozpatrzenie sprawy w prokuraturze, którą o tym poinformowałem. W związku z tym, że te dogmaty „radaru doskonałego” są nadal forsowane w sądach, uważam, że mam obowiązek to pismo wraz z tłumaczeniem upublicznić, bo zatajanie tego przed osobami, które walczą z tym problemem w sądzie i przed sądami nie jest fair. Te rzeczy muszą być ocenione w końcu w sądzie – ja nie mam prawa sam tego oceniać, ale też nie mam prawa tego zatajać. Poza wieloma innymi problemami z tym domniemanym ulepszaniem ISKRY-1, radykalne ulepszenie przyrządu, na specjalne zamówienie z Polski, byłoby raczej kosztowne i ekonomicznie kompletnie bezsensowne w czasie kiedy ten sam producent już miał nowszy, ulepszony produkt. Każda radykalna zmiana produkowanego urządzenia (zwłaszcza dotycząca krytycznego problemu wykrywania błędów) powinna skutkować w powtórzeniu wszystkich testów producenta i certyfikacyjnych, które wykonane rzetelnie, jest dość długie i bardzo kosztowne. Tak samo kosztowne jak zmienianie linii produkcyjnej aby produkować kilka/kilkaset modyfikowanych urządzeń. Po co producent miałby to robić, skoro miał już ulepszony i przetestowany nowy produkt? Dalej w artykule czytamy:

Z pozoru zwykła „suszarka” w rękach policjanta stojącego przy drodze. Szybko zmieni zdanie jednak ten, kto zobaczy jak działa „Iskra”. – Można mierzyć prędkość samochodu od przodu i od tyłu. Można go używać w pościgach, bo mierzy prędkość pojazdu nawet z wnętrza radiowozu – mówi Arkadiusz Delekta z lubelskiej drogówki. Co ciekawe dla „Iskry” nie ma znaczenia czy w polu jej działania jest jeden czy więcej samochodów – Mierzy prędkość jednego auta w ciągu 0,17 sekundy – zapewnia Delekta i dodaje, że policjanci są zachwyceni, a kierowcy w szoku.

Fakty: A czy aby nie należałoby się tutaj zastanowić prędkość którego jednego auta tak mierzy???? To że dla rzekomo dla Iskry nie ma znaczenia czy w polu jej działania jest jeden czy więcej samochodów, to kompletna, niewyobrażalna wręcz bzdura, która przeczy nie tylko wszystkim badaniom i znanym faktom nt. radarów Dopplera, ale także podręcznikowi samego radaru ISKRA-1. W szczególności, najpoważniejszym znanym problemem jest tzw. błąd patrzenia w dal gdzie operator myśli, że mierzy obiekt np. 300m przed sobą, a w rzeczywistości mierzy obiekt oddalony o 500 czy więcej metrów. Kiedy radar Dopplera jest użyty wzdłuż drogi, niemożliwe jest wizualne rozróżnienie, który obiekt został zmierzony pojedynczym pomiarem radaru, ten oddalony o 200, 300, 400 czy 500, czy 1000m. Niemożliwe jest także wizualne wyeliminowanie błędów będących wynikiem wielokrotnego odbicia wiązki radaru bądź rezultatem zakłóceń elektromagnetycznych. Z tych powodów, prawo każdego poważnego kraju specyficznie zabrania karania kierowców na podstawie pojedynczego pomiaru radarem. Każdy taki pomiar musi być poparty obserwacją zachowania kierowcy (np. wyprzedził trzy samochody po kolei na dystansie 500m) i/lub kilkakrotnym pomiarem. To nie jest mój wymysł ale jest to oparte na formalnych badaniach, opiniach prawnych w USA i materiałach szkoleniowych policji w USA. W związku z tym że są to materiały udostępnione do rozpowszechniania, zamierzam je tutaj wkrótce udostępnić w odrębnym wpisie. Jeżeli ktoś je formalnie przetłumaczy, proszę o kopię aby inni mogli to wykorzystać w polskich sądach. Teoretycznie, byłoby możliwe zaprojektowanie droższego radaru który obliczałby odległość do pojazdu którego prędkość zmierzono. Ale gdyby się to robiło, to cały sens tej zabawy powinien prowadzić do tego aby tą odległość wyświetlić, aby operator wiedział co mierzy. Dalej w artykule:

„Lubelscy policjanci szybko przekonali się jak skuteczna jest Iskra i że oprócz łapania przestępców potrafi też nieźle zarobić. – W ciągu pół godzinnego patrolu jednego dnia nałożyliśmy mandaty na blisko 2 tysiące złotych – mówi Arkadiusz Delekta i jak zapewnia nie ma znaczenia, że sprzęt pochodzi z Rosji – Niektórzy się z tego śmieją ale ważne, że radar naprawdę działa.”

Zakładając, że typowy mandat za przekroczenie prędkości to 300 zł to mowa tutaj o 7-miu mandatach w pół godziny, czyli jeden mandat na 4 minuty. Zauważmy, że nikt nie zastanawia się tutaj, dlaczego do czasu pojawienia się „supernowoczesnego radaru” trzeba było czekać pół godziny czy godzinę na pojedynczego kogoś do ukarania. Nie ma żadnych dyskusji na temat tego czy policjant w ogóle wiedział co albo kogo mierzy, albo że ktoś go wyszkolił jak to robić poprawnie. Nic, tylko wielka radość, że wystarczy wyjąć i nacisnąć i nic nie myśleć co się robi i radar zawsze pokaże co trzeba, a co więcej, każdy potraktowany tym batem „jest w szoku” a to jest najważniejsze, bo przecież najważniejszym celem jest batożenie nas, kierowców.

Fantazje Bata na Kierowców

Tutaj, na koniec, ośmielę się skomentować tą terminologię „bata na kierowców” i innych Polaków-kułaków o którym marzy ostatnio każdy polski policjant i każdy biurokrata. To wszystko dla mnie brzmi trochę jak walka PRLu z „kułakami” albo „psami łańcuchowymi kapitalizmu”, itd. Wszystko się zaczyna sypać bo system jest nadzorowany przez… „niezbyt mądrych” osobników, ale skoro oni sami siebie nie będą winić za cokolwiek, w tym przypadku bałagan w budowie dróg, co czyni nas jednym z najbardziej zacofanych krajów w Europie, to trzeba znaleźć jakiegoś „wroga ludu” którego można za wszystko winić, wychłostać, albo może spalić na stosie. Przeczytajmy sobie co to takiego ten bat:

pl.wiktionary.org: Bat: przyrząd do popędzania zwierząt i niewolników

pl.wikipedia.org: Bat: narzędzie złożone z rzemienia i sznura na pręcie lub kijku, stosowane do popędzania zwierząt, dawniej do wymierzania kar cielesnych

Nie wiem, który z rządowych czy prasowych geniuszy wymyślił te fantazje, ale uważam, że mówię w imieniu wszystkich polskich kierowców, kiedy odpowiem:

Nie jestem chamie twoim niewolnikiem albo kobyłą, aby pozwalać na używanie w stosunku do mnie takiego języka, albo na fantazjowanie o karach cielesnych w stosunku do mnie, albo innych kierowców. Tylko kompletnie bezwartościowy debil, któremu się wydaje, że jest jakimś totalitarnym panem na zamku, używa takich wyrażeń i marzy o takim karaniu innych – zwłaszcza w krainie pod wezwaniem „chłop żywemu nie przepuści”, bo to niemal na pewno doprowadzi w końcu do jakiegoś bolesnego i kosztownego dla wszystkich odwetu. Zamiast marzyć o takich „uciechach” w stosunku do mnie i innych kierowców, gorąco polecam naukę i praktykę czytania – instrukcji, prawa, standardów technicznych, itd.

Opublikowano w Biurokracja, Pretorianie | i oznaczono , , , , | 1 Comment